zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


środa, 17 czerwca 2009
Koncert dla Badowa w najbliższy czwartek w Warszawie

W imieniu moich przyjaciół chcę Was zaprosić na miły, niezapomniany wieczór. Na koncert, który odbędzie się
18 czerwca w Centralnym Domu Qultury w Warszawie. Wpływy z koncertu wspomogą odbudowę Dworu w Badowie.

Badów to piękne, magiczne miejsce, tworzone przez wspaniałych ludzi. W folwarku Sławka Sierzputowskiego działa m.in. Stowarzyszenie Teatralne Badów, które co miesiąc organizuje spektakle, koncerty i projekcje filmowe. Tam kręcono m. in. film "Testosteron".

Od kilku lat Sławek odbudowywał zabytkowy dwór, w którym powstawała m. in. nowa piękna sala teatralno-koncertowa. To tam miała się przenieść działalność teatru, tam miały się przenieść - już od czerwca - cykliczne badowskie Wieczory. Niestety 17 maja wybuchł pożar i dwór doszczętnie się spalił, co widać na zdjęciach poniżej (na górze zdjęcie z lutego, na dole - sprzed kilku dni).

Zaprzyjaźnieni z Badowem artyści postanowili pomóc Sławkowi. Na czwartek 18 czerwca zapraszają do warszawskiego klubu Centralny Dom Qultury (ul. Burakowska 12, blisko Powązek i centrum handlowego Arkadia) na koncert dla Badowa. Wpływy z imprezy wspomogą odbudowę Dworu.

Jeśli możecie - przyjdźcie, przyprowadźcie znajomych, rodziny. Płacąc jedyne 30 zł od osoby, spędzicie miły wieczór, a jednocześnie pomożecie naprawdę fajnym ludziom, którzy z mozołem tworzyli i budowali ten dworek, włożyli w to wiele pracy i pieniędzy. A tego feralnego dnia wszystko poszło z dymem...
Do zobaczenia.

KONCERT DLA BADOWA, czwartek, 18 czerwca, CDQ ul. Burakowska 12

wystąpią:

Made in Poland, Jacek Bieleński & Włodzimierz Kiniorski, Donna Regina, Krzysztof Knittel, Lena Ledoff, gwiazdy filmu „Testosteron” oraz aktorzy Stowarzyszenia Teatralnego Badów

PROGRAM:

18:30 - start

19:00 - spektakl „Architekt i Cesarz Asyrii” (reżyseria - Piotr Bikont, występują - Przemysław Dąbrowski i Paweł Pabisiak)

20:30 - koncert - Krzysztof Knittel

21:00 - recital - Lena Ledoff

21:45 - koncert - Donna Regina

23:00 - koncert - Jacek Bieleński & Kinior

23:45 - koncert - MADE IN POLAND

w międzyczasie - Gustaff Soundsystem

Ponadto wystąpią gwiazdy filmu „Testosteron”

14:25, dominik.uhlig , Takie życie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lutego 2009
Tato

Tomasz Szymborski dziko zlustrował właśnie mojego Tatę, pisząc na swoim blogu: "Tata agent - dziecko pracuje w Gazecie". W odpowiedzi publikuję pełne oświadczenie  Taty,  napisane 13 stycznia 2008 r. O całej sprawie dowiedziałem się wczoraj.

OŚWIADCZENIE

W związku z informacjami, ukazującymi się w Internecie, a dotyczącymi mojej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL w latach 80., oświadczam, co następuje:

  1. zobowiązanie do współpracy z SB podpisałem wiosną 1982 roku w Ośrodku Odosobnienia w Jaworzu k. Drawska, gdzie byłem internowany, a zatem było to w warunkach pozbawienia wolności i pod przymusem. Na podjęcie decyzji, którą musiałem podjąć sam, miałem jedną noc - i taką decyzję podjąłem. Dziś tego zmienić się nie da.
  2. podczas podejmowania zobowiązania do współpracy nie było moim celem ani pomaganie, ani szkodzenie żadnej ze stron konfliktu społecznego. Jedynym celem, do którego dążyłem, było wyjście na wolność z ośrodka odosobnienia i połączenie się z moją rodziną, i taką cenę za wolność - podpisanie deklaracji o współpracy - zaproponował mi funkcjonariusz SB. Decydując się na podpisanie deklaracji o współpracy byłem zdecydowany na oszukiwanie SB i jak najdalej idące pozorowanie współpracy, przede wszystkim z unikaniem donoszenia na kolegów i współpracowników.
  3. pseudonim "Biedronka" przyjąłem ze względów osobistych. Ci, którzy są mi bliscy, będą wiedzieli, dlaczego. Inni nie muszą wiedzieć.
  4. na pierwszym spotkaniu z funkcjonariuszami SB po wyjściu z ośrodka odosobnienia, w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Katowicach, w lecie 1982, napisałem oświadczenie o odmowie dalszej współpracy. Wkrótce potem tzw. "znajomy" próbował wywierać przez szantaż presję psychiczną na moją rodzinę, wskutek czego wtedy kontaktów z SB zakończyć się nie udało.
  5. po wyjściu z ośrodka odosobnienia niezwłocznie zwróciłem się do Rektora Uniwersytetu Śląskiego z prośbą o przeniesienie ze stanowiska nauczyciela akademickiego na stanowisko pracownika informatyki. Uważałem, że osoba uwikłana w taką sytuację, jak moja, w żadnym razie nie może być nauczycielem akademickim, od którego wymagana jest nieskazitelna postawa etyczna. Byłem jednak pewien, że mogę bez przeszkód pracować dla dobra Uniwersytetu Śląskiego nie będąc nauczycielem, wykorzystując moje umiejętności w zakresie informatyki.
  6. po wyjściu z ośrodka odosobnienia nie podjąłem żadnych kontaktów z koleżankami i kolegami z "Solidarności", ograniczyłem także do niezbędnego minimum kontakty towarzyskie po to, aby jak najmniej wiedzieć i przez to jak najmniej, o ile w ogóle, przekazywać SB, jeśli zostanę do tego zmuszony.
  7. funkcjonariusz SB nie stawiał przede mną żadnych zadań, które polegałyby na przekazywaniu informacji o konkretnych osobach. W związku z tym moje informacje wyglądały z zasady tak: "nic nie wiem, nigdzie nie działam, z nikim się nie spotykam, nic się nie dzieje, wszyscy normalnie pracują, nie ma żadnych problemów".
  8. odnoszę wrażenie, że SB nie chodziło o to, aby z moją pomocą inwigilować pracowników Uniwersytetu Śląskiego, ale o to, abym ja sam nie podejmował żadnej niepożądanej przez nich aktywności. W takim przypadku mogliby oni mnie szantażować, grożąc ujawnieniem współpracy. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
  9. w okresie od czerwca 1982 do sierpnia 1984 przeżyłem ciężką operację żony i dwie ciężkie moje operacje. Łącznie w tym okresie przebywałem w szpitalach, sanatorium i na zwolnieniu chorobowym około 12 miesięcy, i w tym czasie żadnych kontaktów z SB nie miałem.
  10. nie uzyskałem od SB żadnych korzyści materialnych - nie pobierałem pieniędzy, nie przyjmowałem prezentów, o nic nie prosiłem, niczego mi nie "załatwiono".
  11. nie jestem w stanie określić, kiedy po raz ostatni spotkałem się z funkcjonariuszem SB, czy było to w roku 1983, czy 1984. Jeśli dobrze pamiętam, było to w roku 1983, ale na pewno nie później niż 19 października 1984, kiedy to SB zamordowała księdza Jerzego Popiełuszkę. W tym czasie postanowiłem, że nieodwołalnie, nie bacząc na konsekwencje, zerwę kontakty z SB. Jednak po tym dniu nikt z SB już ze mną nie kontaktował. Myślę, że będzie na miejscu, jeśli napiszę, że od jesieni 1984 roku czuję i wiem, iż ksiądz Jerzy Popiełuszko przez swą męczeńską śmierć przyczynił się walnie do wyzwolenia mnie z opresji SB, za co jestem Mu winien zwykłą ludzką wdzięczność.
  12. informacje z Internetu (a pochodzące najpewniej z dokumentów IPN) o tym, że "zostałem pozyskany na zasadzie współodpowiedzialności obywatelskiej w 1983 r., współpracę zakończono pięć lat później" nie są zgodne z prawdą. Jak napisałem wcześniej, okres mojej wymuszonej współpracy (a w istocie udawania i pozorowania współpracy) z SB obejmował w praktyce 17 miesięcy w latach 1982-1983, a prawdziwą "współodpowiedzialność obywatelską" wykazywałem, jak mi się wydaje, w latach 1980-1981, gdy współuczestniczyłem w zakładaniu "Solidarności" w UŚ i pełniłem w niej funkcję związkową. W stanie wojennym i po nim odczuwałem jedynie odpowiedzialność za moją rodzinę, i tak zostało do dziś.
  13. te oświadczenie składam również w poczuciu odpowiedzialności za rodzinę, dlatego, że w ramach "dzikiej lustracji", w Internecie, pojawiają się anonimowe treści, mające zapewne na celu wykazanie, że jako były tajny współpracownik SB jestem z definicji człowiekiem złym i niemoralnym, i z tego powodu zdyskredytowanie mnie. Chcę powiedzieć na ten temat tylko tyle: nikt nie wie lepiej niż ja, jak wygląda życie człowieka, gdy przez dwadzieścia sześć lat, codziennie, sumienie ci mówi: "jesteś tajnym agentem, a mogłeś nie być", a ja mówię: "ale przecież nie chciałem być, a musiałem".
  14. ani moja Żona, ani mój Syn nie wiedzieli do dnia dzisiejszego (tj. do 26.02.2009 - oświadczenie powstało ponad rok temu) nic o tym, co teraz opisuję. Uważam, że byłoby lepiej i dla nich, i dla wszystkich, gdyby ta sprawa nie wyszła na światło dzienne. Jest mi bliskie stanowisko: "czy naprawdę wszyscy muszą o wszystkich wiedzieć wszystko?". Ale skoro tak już musi być, proszę bardzo: mam dość odwagi cywilnej, aby powiedzieć: tak, oszukiwałem, nie byłem aktywny, nie wykazywałem żadnej inicjatywy, udawałem współpracę z SB, aby być wolnym, chciałem się z niej jak najszybciej wyplątać, i to mi się udało. Potem starałem się żyć i pracować dla rodziny i dla ludzi tak samo, jak przedtem, i myślę, że to mi się też udało. Po dwudziestu sześciu latach czyśćca mam czyste sumienie i teraz jestem naprawdę wolnym człowiekiem. Ewangelia głosi: "A prawda was wyzwoli". Tak jest. Czuję to. Nareszcie jestem wolny.
  15. mam nadzieję, że z powodu moich kontaktów z SB w latach 1982-1983 nikt nie poniósł żadnej szkody ani nie doznał przykrości. Gdyby tak się mimo wszystko stało - przepraszam. Nie jestem jednak w stanie przyjąć żadnej odpowiedzialności za to, co wtedy zrobiłem, dopóki odpowiedzialności nie poniosą ci, którzy mnie w tej sytuacji postawili - a było ich wielu.
  16. wielokroć zadaję sobie pytanie, co w moim przypadku było grzechem pierworodnym? Dlaczego znalazłem się w takiej sytuacji? Na dziś znajduję tylko taką, jedną, odpowiedź: moim pierwszym i głównym błędem było spontaniczne włączenie się do działalności związkowej w NSZZ "Solidarność" w roku 1980, działalności związku, która później przekształciła się w działalność polityczną. Nie miałem predyspozycji do takiej pracy, nie umiałem się znaleźć w środowisku, które w istocie było mi obce (myślę tu, dla jasności, o politykujących działaczach związkowych), i stąd podjąłem próbę wydostania się z matni nawet za pomocą sposobu, będącego na granicy przyzwoitości.
  17. to, co mi dziś pozostało, to tylko nadzieja, że to, co zrobiłem, zostanie zrozumiane, i wybaczone przez tych, którzy uważają, że jeszcze trzeba i już można wybaczyć.
  18. tak. czuję się ofiarą, a nie prześladowcą. Nie miałem obowiązku być w więzieniu bohaterem, natomiast miałem inny obowiązek, który wypełniłem.

PS. (26.02.2009 r.) W stanie wojennym, tzw. komuniści zaczęli niszczenie mojego życia. Dziś, publikując o tym informacje, prawi i sprawiedliwi obywatele proces tego niszczenia zakończyli. Minęło 27 lat - niemal połowa istnienia. Do nikogo nie mam żalu i nikomu nie jestem wdzięczny. Chciałbym tylko dożyć swoich dni służąc innym, jak starałem się to czynić zawsze.

Maciej Uhlig

10:58, dominik.uhlig , Takie życie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lutego 2009
MSZ milczy...

Od rana telewizje i portale prześcigają się w dociekaniach, czy polski inżynier żyje. Każdy chce podać informację jako pierwszy (nieważne czy pewna czy nie), na bieżąco potwierdza ją u kogo tylko może. Media są rozdrażnione milczeniem MSZ. Z każdą godziną będziemy znać coraz więcej szczegółów: wyścig "czy aby na pewno" zostanie zastąpiony wyścigiem: "gdzie, czym, jak".

Bardzo współczuję rodzinie tego pana, chciałbym wierzyć, że nikt z kolegów pracujących w mediach nie wpadnie na pomysł podetkania im mikrofonu pod nos z pytaniem "co państwo czują w takiej chwili". Choć nie mam większych złudzeń i wyobrażam sobie jakie będą poniedziałkowe okładki taboidów.
W takiej sytuacji powinno być jak z tajemnicą lekarską - to rodzina dowiaduje się pierwsza i decyduje czy chce cokolwiek komukolwiek powiedzieć. Reszcie powinna wystarczyć prosta wiedza: żyje czy nie żyje, dopiero kiedy to wiedza pewna. Nie musimy jako dziennikarze wywlekać na wierzch szczegółów. I nikt mnie nie przekona, że "czytelnicy mają prawo wiedzieć" albo "przecież można wyłączyć telewizor". Bo po co nam taka wiedza?

11:05, dominik.uhlig , Takie życie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lipca 2008
Ksiądz nie poświęci Bizona

Niedziela. Suma w jednym z południowomazowieckich kościołów. Po poważnym kazaniu następują ogłoszenia parafialne:

Ksiądz: - Za tydzień będziemy święcili samochody naszych parafian. Zapraszamy na parking przed kościołem po każdej mszy. Możecie przyprowadzić nie tylko auta ale też inne pojazdy, którymi jeździcie... Chociaż nie radzę przyjeżdżać kombajnem, bo może być problem.

21:25, dominik.uhlig , Takie życie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 06 lipca 2008
Niedziela z dreszczykiem

W Katowicach policjanci gonili złodziei, najpierw ich ostrzelali, potem uratowali jednego co się zaczął topić.

Byłem świadkiem "ze słyszenia" tej sceny. Wcześnie rano pakowałem właśnie samochód, chcieliśmy wcześnie wyjechać do Warszawy.

Nagle usłyszałem kilka strzałów.

Chwila wahania. Iść zobaczyć co się dzieje, czy wracać do domu po żonę i dzieciaki. Akurat w ręku miałem trzy kasztany w kolczastych łupinkach, które poprzedniego dnia zebraliśmy z Synkiem.

Zamykam oczy. Wyobrażam sobie scenę z kiepskiego sensacyjnego filmu: bandyta przebiega obok pakującego auto faceta, za bandytą biegną policjanci. Strzelają, trafiają gościa od samochodu. Kiedy pada, z jego dłoni wypadają kasztany i wolno toczą się po asfalcie...

Wróciłem do domu. Kto ma rodzinę, na korespondenta wojennego się nie nadaje.

17:57, dominik.uhlig , Takie życie
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 lipca 2008
Uhlig, wy się lepiej wytłumaczcie z Maleszki

”Uhlig, wy się lepiej wytłumaczcie z Maleszki a nie liczycie,że ludzie przez wakacje zapomną - będziemy wam o tym
systematycznie przypominać, ukazując waszą dwulicowość, złe intencje i kłamstwa.

Miłych wakacji, p. Uhlig i ...moralnej refleksji, choć na nią nie ma raczej co u was chyba liczyć”

***

Taki wpis znalazłem dziś na forum pod jednym z moich tekstów. Napisał go realista1000. Po chwili ”moralnej refleksji” krótko odpowiadam:

1) urodziłem się w 1976 roku, w chwili śmierci Stanisława Pyjasa miałem niecały rok. Nie należałem nigdy do PZPR, SB ani ZSMP. Mogę tylko przyznać się, że w ramach współpracy z szeroko pojętym ”systemem”, w pierwszej klasie podstawówki byłem na kilku zbiórkach Zuchów. Na pierwszomajowe pochody nie chodziłem.

2) w ”Gazecie” jestem od 2002 r. czyli już po ujawnieniu co zrobił Maleszka. Przez sześć lat widziałem go na żywo może z 10 razy. Zawsze na odległość. Nigdy z nim nie rozmawiałem, nie jechałem windą, nie mówiłem dzień dobry. Nie podawałem ręki.

Nie mam więc najmniejszych powodów, żeby się z Maleszki tłumaczyć.

18:14, dominik.uhlig , Takie życie
Link Komentarze (2) »
środa, 11 czerwca 2008
Adam Ledwoń 1974 - 2008

Grał na obronie w GKS Katowice, pamiętam go z meczów, na które chodziłem na Bukową. Dwa lata starszy ode mnie.

To były dobre czasy dla Gieksy, Katowice liczyły się w walce o mistrza Polski. Potem Ledwoń wyjechał do Niemiec i Austrii. Mówił, że po powrocie do kraju chciałby znowu grać w GKS.

Grał też w reprezentacji Polski, zagrał 18 meczów, strzelił jedną bramkę.

Nasi piłkarze w meczu z Austrią powinni założyć czarne opaski. No i wygrać.

+ + +

 

fot.: www.gieksa.pl 

23:25, dominik.uhlig , Takie życie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 maja 2008
Czeremcha

Warszawa, Mokotów, w drodze na przystanek autbusowy. Stasza pani idzie powoli oparta o balkonik na kółkach. Staje przed krawężnikiem ulicy, nad czymś się zastanawia. Czyżby myślała jak pokonać przeszkodę?

- Może Pani pomóc?

- Nie, dziękuję [radzi sobie sama z krawężnikiem]. Chociaż... Mam pytanie...

- Proszę

- Jak się nazywa to drzewo które kwitnie na biało? Czy to czeremcha?

Strasznie mi było wstyd, że nie wiem.

13:47, dominik.uhlig , Takie życie
Link Komentarze (2) »