zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


wtorek, 05 sierpnia 2008
Okazało się w Dzienniku, po lekturze Gazety.

Fragmencik dzisiejszego tekstu ”Dziennika” o nepotyzmie PSL:

”Po tekstach ”Dziennika” o nepotyzmie w KRUS minister Sawicki wysłał do kasy dwie kontrole. (...) Na tym nie koniec. OKAZAŁO SIĘ m. in., że w należącej do Agencji Rynku Rolnego spółce Elewarr zatrudnienie znaleźli Dariusz Żelichowski, syn szefa klubu parlamentarnego PSL, oraz Andrzej Kłopotek, brat bydgoskiego posła PSL Eugeniusza. Z kolei w Zamojskich Zakadach Zbożowych pracuje Adam Kalinowski - brat wicemarszaka Sejmu.” 

Dla porównania kawałek mojego dzisiejszego tekstu o nepotyzmie. Trochę uczciwiej wyjaśnia źródło informacji o KRUS (news ”Dziennika”) i Elewarrze (news Krystyny Naszkowskiej z ”Gazety”).

””Gazeta" opisywała, że w magazynującej zboże spółce Elewarr i w spółkach zależnych stanowiska dostali m.in. bracia posłów Jarosława Kalinowskiego i Eugeniusza Kłopotka oraz syn szefa klubu PSL Stanisława Żelichowskiego. "Dziennik" opisał rodzinny układ działaczy PSL w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego””

”Okazało się”. Ech. Można się tylko pocieszać tym, że nie napisali ”jak dowiedział się ”Dziennik””

niedziela, 23 marca 2008
Gazeta Wyborcza, Polska, Europa, Świat

"Gazeta Wyborcza, Polska, Europa, Świat" - taki napis powinien znaleźć się w logo „Dziennika”.

Dziś w winiecie są tylko „Polska, Europa, Świat”. A to przecież „Gazeta” jest jednym z ulubionych tematów „Dziennika”. Przykład z soboty - „Dziennik” (dzień po „Gazecie” - o czym „Dziennik” oczywiście nie raczył wspomnieć, co jest jego niechlubną tradycją ) relacjonuje raport OBWE na temat wyborów w Polsce.

Nie jest dla „Dziennika” najciekawsze to, że zdaniem międzynarodowych obserwatorów w kampanii stronniczości dopuszczali się przedstawiciele rządu, szef CBA, a nawet prezydent. Ani to, że OBWE krytykuje za relacjonowanie kampanii publiczne media - te ze szczególną misją.

Najważniejsza informacja w raporcie, zapewne o znaczącej doniosłości dla każdego mieszkańca tego pięknego kraju, to: "„Dziennik" obiektywny, „Wyborcza" stronnicza” (taki dali tytul). OBWE analizie prasy w kampanii poświęca sześć linijek liczącego 27 stron raportu. Obserwatorzy ocenili w nim, że „Gazeta” była niechętna PiS, „Rzeczpospolita” Platformie, a bardziej zrównoważony na ich tle obraz obu partii prezentował „Dziennik”.

Wokół tego jednego zdania koncentruje się tekst „Dziennika”. Cóż, każda gazeta uznaje za ważne, to co sama chce, nic mi do tego. Ale chyba się nie mylę oceniając, że to jednak nie „Dziennik” (ani „Gazeta”) są najważniejszym bohaterem raportu OBWE.

Moje prywatne zdanie o opinii na temat zrównoważenia „Dziennika”, który przez wiele miesięcy rządów PiS był wyraźnie prorządowy: w ostatnich dwóch tygodniach kampanii (wtedy pracowali obserwatorzy) nie było wyraźnie wiadomo, czy wybory wygra PO czy PiS. „Dziennik” nie wiedząc kto będzie rządził, nie postawił na żadną ze stron.

W piątek, kiedy napisałem że w raporcie OBWE „Gazeta” została uznana za niechętna PiS, a "Dziennik" za bardziej zrównoważony, zadzwonił do mnie kolega z „Dziennika”. Powiedział, że po lekturze tekstu w jego redakcji pojawiły się głosy, że pewnie szukam pracy w „Dzienniku”. Do głowy nikomu tam nie przyszło, że o konkurencji można napisać nie tylko źle.

Praca w "Dzienniku"? Dziękuję, nie spróbuję - przecież i tak nie miałbym szans. Nie spełniam podstawowego kryterium - obsesji na punkcie „Wyborczej” i przekonania, że "Dziennik" jest pępkiem świata.

 

p.s. A poza tym szczerze życzę wszystkim gościom mojego bloga dużo uśmiechu i radości z okazji Świąt Wielkiej Nocy. Bo to już :)

Alleluja! 

wtorek, 24 lipca 2007
W poniedziałek Wyborcza, a we wtorek Dziennik

Wróciłem z wakacji - i ledwo wróciłem, mogę podać kolejny przykład jak ”Dziennik” nie powołuje się na media, które napisały o czymś przed nimi. Zapowiedziałem, że będę im to wytykał, po tym jak Dziennik dźgnął mnie mieczykiem, zarzucając na swoich łamach złamanie dziennnikarskiej etyki.

W poniedziałkowej ”Gazecie” napisałem, że w niedzielę w Czosnowie, w zajeździe u b. posła Samoobrony Zbigniewa Witaszka spotkali się b. działacze Samoobrony i z kilku partii z Samoobroną w nazwie tworzą jedną, żeby zaszkodzić Lepperowi. O tym spotkaniu napisał też w poniedziałek ”Newsweek”. 

We wtorek o zjednoczeniu pisze ”Dziennik”. Oczywiście nie raczył wspomnieć, że ktoś napisał o spotkaniu u Witaszka przed nimi.

Że nie cytują ”Gazety” - można się po ”Dzienniku” spodziewać. Ale ”Newsweeka”? Przecież i ”Dziennik” i ”Newsweek” wydaje to samo wydawnictwo - Axel Springer. Dziwny jest ten świat...

środa, 27 czerwca 2007
Dziennik dźgnął mnie mieczykiem

Dziś napisał o mnie konkurencyjny „Dziennik”. 

Na pierwszej stronie działu krajowego stoi tekst: „W poniedziałek Dziennik a we wtorek Wyborcza”. W nim informacja, że ich informację o Mieczyku Chrobrego „Gazeta” podała następnego dnia jako własną.

Nie mogę sobie odmówić paru zdań komentarza.

1) Rozmawiając z dziennikarzem, który zadzwonił do mnie wczoraj z „Dziennika”, poprosiłem o autoryzację swojej wypowiedzi. Zgodziłem się na zacytowanie takiego zdania:

„Pisząc tekst nie korzystałem z informacji *Dziennika*, ale z oświadczenia dla mediów, opublikowanego 21 czerwca przez europosła LPR Sylwestra Chruszcza na jego stronie internetowej. Mój tekst poszedł dopiero we wtorek, bo w poniedziałkowej *Gazecie*, z powodu relacji z unijnego szczytu zabrakło miejsca*.

W „Dzienniku” informacja, że Liga promowała w Internecie sprawę „mieczyka” od 21 czerwca jakoś się nie znalazła. Nasza rozmowa została za to z grubsza omówiona.

2) Zadziwia mnie hipokryzja „Dziennika”, który regularnie nie powołuje się na „Gazetę”. Wspomniałem wczoraj o tym autorowi tekstu w „Dzienniku”. Wysłałem mu dwa konkretne przykłady:

> Tekst „Wszechpolak rządzi z Dziennika z 14.09.2006. Dzień wcześniej napisałem w „Gazecie”, że poseł LPR Piotr Ślusarczyk zostanie wiceministrem budownictwa. Następnego dnia „Dziennik” pisze tak:
„Wojciech Wierzejski potwierdził wczoraj wcześniejsze doniesienia prasowe...”
Minister budownictwa Antoni „Jaszczak mówił we wtorek...” (i tu dosłowny cytat z „Gazety”, bez powołania się na nas - że „prace nad budżetem utrudniają prace departamentów merytorycznych”).

> Afera „praca za seks” - bardzo często w „Dzienniku” przestaje mieć jakiekolwiek źródło. Np. w zeszłym tygodniu informacja „Ziobro żąda wniosku o uchylenie immunitetu Łyżwińskiemu”. PAP, na który powołuje się Dziennik, podał oczywiście, że o zeznaniach Anety Krawczyk pisała najpierw „Gazeta”.

A „Dziennik” pisze: „Aneta Krawczyk (...) wyznała publicznie, że pracę i stanowisko w partii otrzymała w zamian za świadczenie usług seksualnych, do czego zmuszali ją Łyżwiński i Andrzej Lepper.”

Wyznała publicznie...

3) Autoryzując swoje słowa świadomie zrezygnowałem z wytykania „Dziennikowi”, tego, że też nas często nie cytuje. Żeby nie wyszło na to, że się mszczę. Bo mam taką zasadę, że zawsze kiedy piszę coś na podstawie informacji innych mediów, powołuję się na nie - czy napisze to „Dziennik”, „Nie” czy „Głos Samoobrony”.

Ale jeśli „Dziennik” chce się bawić w taki sposób, to od dziś wprowadzam na swoim blogu nową rubrykę:

„Dziennik” cytuje „Gazetę”.

Będę do niej wrzucał co ciekawsze przykłady.

Redaktorom „Dziennika” nie chodzi o zasady. Wkurzyli się, że PAP we wtorkowym przeglądzie prasy zacytował nasz tekst o „Mieczyku” , a ich tekst z poniedziałku przeszedł bez echa. A poza tym dla wielu osób w „Dzienniku”, każdy powód, żeby dokopać „Gazecie” jest dobry. Podobnie jak „Rzeczpospolitej”. Sorry, Panowie, ale to już nie mój problem.

A na przyszłość mam nauczkę - z ”Dziennikiem” się nie rozmawia.