zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


czwartek, 14 maja 2009
Depeche Mode popierają PiS?

Depeche Mode - dla mnie zespół numer jeden. Na nowej płycie nagrali kawałek ”Peace will come to me”. Powinien zostać hymnem PiS w tej kampanii. Zobaczcie na tekst:

I'm leaving bitterness behind
This time I'm cleaning up my mind
There is no space for the regrets
I will remember to forget

(...)

I'm leaving anger in the past
With all the shadows that it caused
There is radar in my heart
I should have trusted from the start

Just look at me
I am a living act of holiness
Giving all the positive virtues that I possess
I'm going to light up the world

Czyli w koślawym tłumaczeniu i dużym skrócie: - Zostawiam za sobą zgorzknienie, złość, razem ze wszystkimi cieniami, które spowodowałem. Jestem chodzącą świętością, rozświetlę świat.

Idealny tekst dla Jarosława Kaczyńskiego zmieniającego się w anioła pokoju. Czyż nie? Wyobrażacie sobie konwencję PiS, a na niej tysiąc działaczy śpiewających ”PiS will come to me”?

11:56, dominik.uhlig , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 maja 2008
Jak się odstresowują dziennikarze?

Codzienne dedlajny, pogoń za niusami, wielogodzinne debaty w Sejmie, późne powroty do domu, nieregularne pory posiłków - to może człowieka wykończyć. A na pewno stresuje. Jak się tego stresu pozbyć? Za kolegów pisał nie będę, każdy ma swój sposób. Ja sam lubię się odstresować przy ostrej muzyce. Przeważnie słucham w drodze do pracy i z pracy. Rzadziej mam czas zobaczyć jakiś koncert na żywo.

Wczoraj udało mi się iść na koncert Ignite. To grający melodyjny hardcore zespół z USA, jeden z moich ulubionych. Parę godzin hałasu i jestem szczęśliwszy. Tylko żona mi teraz dokucza, że jestem na podobnym poziomie rozwoju co nasz pięcioletni synek. Obaj lubimy skakać. On z kanapy, ja ze sceny.

A to kawałek koncertu Ignite z zeszłego roku, w tym samym miejscu co wczoraj, warszawskiej Progresji. Klimat był bardzo podobny.

Pamiętam, że wtedy było po raz kolejny jakieś zamieszanie w koalicji PiS i Samoobrony. Dzwoniłem z toalety do wiceszefa Samoobrony (tylko tam było cokolwiek słychać). A po imprezie jechałem jeszcze szybko do redakcji, coś dopisać do tekstu.

 

21:47, dominik.uhlig , Muzyka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 maja 2007
XXX

Ten tekst napisałem w 2004 r. W ”Gazecie” się ostatecznie nie ukazał. Ale tym, którzy zastanawiali się co na dole mojego bloga robi link do artykułu Wikipedii o Straight Edge, należy się parę słów autorskiego wyjaśnienia, co to takiego jest - i o co chodzi z XXX

Łukasz Wołągiewicz, WPN

Autorem zdjęcia jest Łukasz Wołągiewicz, który odnalazł ten tekst na swoim komputerze.  

XXX - Straight Edge: rebelia przeciw rebelii

 „Pokaż innym jak można żyć - nie pić, nie palić, normalnym być” - to nie cytat z piosenki śpiewanej przy ognisku na spotkaniach oazowych. Tak na początku lat 90. śpiewał lubelski zespół hardcore'owy Nowa Droga. 
 

Sposób na życie.

 Dziecko, które nie pije alkoholu, nie pali papierosów, odżegnuje się od używania narkotyków i przypadkowych kontaktów seksualnych - to marzenie rodziców. Ale dużo trudniej im pojąć dlaczego młody człowiek przestaje jeść mięso, zaczyna słuchać ostrej muzyki i jeździ z przyjaciółmi na koncerty na drugim końcu kraju. A tak właśnie wygląda styl życia osoby związanej ze Straight Edge - w wolnym tłumaczeniu „proste ostrze” lub „prosta krawędź”. 

„Straight Edge to niecodzienna forma buntu, rebelia przeciw tradycyjnym formom rebelii” – te słowa ze wstępu do wydanej w USA książki Beth Lahickey „All Ages: Refleksje na temat Straight Edge” chyba najlepiej określają czym jest SE. Inne słowa, którymi można scharakteryzować tę subkulturę to abstynencja od używek, wegetarianizm, zaangażowanie w muzyczną scenę hardcore i ostra krytyka „systemu”. Czym jest SE? Filozofia, ideologia, organizacja? - sami straight edge'owcy odżegnują się od takich określeń. - SE to sposób na życie - odpowiadają najczęściej. 
 

Jak się to zaczęło?

 Rewolucja obyczajowa lat sześćdziesiątych była przełomem. Młodzi ludzie uwolnili się spod władzy rodziców. Ale wielu z nich rzuciło się na zbyt głęboką wodę i zachłysnęło wywalczoną wolnością. Brak ograniczeń i samokontroli doprowadził do degeneracji wolnościowych ideałów niesionych na sztandarach 1968 roku. Jako skrajny przejaw odrzucenia tradycyjnych wartości dorosłych powstał ruch punk. Awangarda młodzieżowej rewolucji zaczęła się degenerować. Buntowników niszczyły legalne i nielegalne narkotyki do których dostęp był dużo łatwiejszy niż kiedykolwiek. 
 

Dawno temu w Ameryce.

 Odpowiedź na falę destrukcji przyszła szybko. Na przełomie lat 70. i 80. do Stanów dotarła muzyka punk i estetyka (a właściwie jej brak) z nim związana. Amerykańska młodzież szybko zainteresowała się nową modą. Punk, podobnie jak wcześniej ruch hippisów, przyciągał buntowników, którzy nie potrafili odnaleźć się w społeczeństwie, często „przegranych”, którzy koncerty traktowali jako okazję do chwilowego odejścia od problemów codzienności. Pomagały im w tym używki, a spotkania stawały się okazją do zabawy połączonej z narkotykami i przypadkowymi kontaktami seksualnymi.  Bardzo szybko amerykański punk zaczął różnić się od angielskiego oryginału. Nowa muzyka była jeszcze szybsza, dźwięki jeszcze bardziej agresywne. Nazwano ją hardcore. Na przedmieściach Waszyngtonu zaczął rodzić się bunt przeciw dotychczasowym symbolom buntu. Hadrcore bezkompromisowymi tekstami i muzyczną energią przyciągnął osoby dalekie od destrukcyjnej rewolucji punk rocka, często bardzo młodych ludzi, którzy odrzucili tradycyjne hasło: „sex, drugs and rock&roll". Abstynenci na scenie hardcore punk zaczęli coraz głośniej mówić, że nie można nazwać buntem niszczenia własnego zdrowia, a osoba, która do nieprzytomności odurza się na koncercie nie jest żadną alternatywą dla społeczeństwa przeciw któremu protestuje - bo czerpiąc przyjemność z alkoholu i papierosów, robi dokładnie to co ci przeciwko którym się buntuje, dodatkowo sponsorując państwo.  W 1981 r. założony przez grupę nastolatków zespół Minor Threat, nagrał piosenkę „Straight Edge”. Ten utwór uznano za manifest, a jego tytuł stał się określeniem osoby utożsamiającej się z zasadami nowego ruchu.  Podczas gdy generalną zasadą ruchu punk był „brak zasad” (no rules), teksty wykrzyczane przez wokalistę Iana McKaye odrzucały nihilizm punk rocka, proponując wolny od używek (drug free) styl życia, oparty na prostych regułach: „nie pić, nie palić, nie ćpać, nie pieprzyć” (don't drink, don't smoke, don't drug, don't fuck). O ile trzy pierwsze nie budziły wątpliwości, kwestię „fuck” definiowano różnie, z całkowitą rezygnacją z seksu włącznie. Najczęściej jednak przyjmuje się, że chodzi o rezygnację z rozwiązłości i kontakty tylko z jednym partnerem lub partnerką. 
 

Czarna owca

 Okładka jednej z płyt Minor Threat przedstawia czarną owcę uciekającą ze stada białych owiec. Nawet na scenie niezależnej SE zawsze byli mniejszością, krytycznie oceniali to co się dzieje i podkreślali swoją odrębność. Jako swój znak rozpoznawczy przyjęli symbol X, malowany na dłoniach podczas koncertów. Właśnie w ten sposób na poczatku lat 80-tych bramkarze w amerykańskich klubach oznaczali niepełnoletnich klientów, tak, żeby barmani nie sprzedawali im alkoholu. Tam gdzie jest więcej miejsca - na okładkach płyt, koszulkach, w niezależnych pismach jako symbol straight edge pojawiają się trzy „iksy” (XXX). Istnieli obok subkultury punk (w Polsce środowiska hardcore/straight edge i punk bardzo długo trzymały się razem, między innymi ze względu na zagrożenie ze strony skinheadów), jednak coraz bardziej się od niej oddalali. Coraz większa liczba osób określających się jako SE zaczęła dystansować się od punków między innymi porządniejszym strojem (dziś strejtedżowcy wyglądem przypominają raczej hiphopowców niż punkowców), dbałością o wygląd zewnętrzny. Niektórzy prowokowali t-shirtami z napisem ”Straight edge oznacza, że nie mam przyjaciół” czy nawet „Straight edge znaczy, że jestem od ciebie lepszy”. To spowodowało, że przez wiele osób na scenie niezależnej byli uznawani za „pozerów”. 
 

Straight dla zwierząt

 W połowie lat osiemdziesiątych do podstawowych zasad SE dołączyła kolejna: wegetarianizm. – Spośród wszystkich gatunków zwierząt tylko ludzie mogą wybrać czy chcą zabijać czy nie. Jeśli mamy wybór, powinniśmy z niego skorzystać - wyjaśniał w 1985 roku Mckaye. Do wegetarianimu przekonał się podczas wizyty w Wielkiej Brytanii i spotkań z członkami anarcho-punkowej grupy Crass. Podkreślał jednak, że rezygnacja z jedzenia mięsa była wyłącznie jego decyzją. – Tylko osobiste wybory mogą coś zmienić - podkreślał. Również hardcore’owe zespoły z Nowego Jorku, takie jak Youth of Today czy Gorilla Biscuits w swoich tekstach wyraźnie opowiedziały się przeciw zabijaniu zwierząt. Ich liderzy, Ray Cappo i John Porcell na koncertach i w wywiadach podkreślali, że rezygnacja z jedzenia mięsa to kolejny krok w drodze do życia wolnego od trucizn i przemocy. Dziś większość SE to wegetarianie a nawet weganie, czyli osoby unikające wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego - takich jak mięso, mleko, jajka czy miód, ale też skórzanej odzieży, kosmetyków zawierająch składniki pochodzenia zwierzęcego czy testowanych na zwierzętach. I choć wciąż zdarzają się osoby, które twierdzą, że wegetarianizm nie ma nic wspólnego ze straight edge - dla większości jest naturalne, że to istotna część SE. Wiele osób związanych z SE zaangażowało się w działania na rzecz zwierząt, od pokojowych - w organizacjach zajmujących się edukacją czy działalnością wydawniczą, ale i w bardziej radykalnych, działających w ukryciu grupach, które walczą o prawa zwierząt łamiąc prawo: np. niszcząc laboratoria, w których przeprowadza się testy na zwierzętach czy uwalniając zwierzęta z ferm futrzarskich. 
 

Ostrze coraz prostsze


Lata 90 to pojawienie się w straight edge nowych, radykalniejszych nurtów: vegan straight edge i hardline. Zmieniła się muzyka. Nowa szkoła hardcore odeszła od punkrockowej melodii zbliżając się do metalu.

Ideowo „podnosiły poprzeczkę” takie zespoły jak Raid, Vegan Reich czy Earth Crisis. Radykalizowały nastroje na „scenie” śpiewając o akcjach bezpośrednich w obronie zwierząt, sprzeciwie wobec aborcji i niszczeniu Ziemi przez człowieka: „każde niewinne życie jest święte, a ten kto je niszczy traci wszelkie prawa” - głosił manifest Hardline, podkreślający, że „Nie można mówić o tolerancji, kiedy ginie Ziemia, a jej mieszkańcy są niszczeni przez cywilizację”. Hardline, których symbolem były skrzyżowane na tle litery X karabiny propagowali (głównie w tekstach, rzadziej w praktyce), czynną walkę (również z użyciem przemocy) o ochronę wszelkiego życia (ludzi, zwierząt, lasów). W samym SE pojawił się (zakończony, choć nie rozstrzygnięty) konflikt między przeciwnikami aborcji, a zwolennikami wolnego wyboru do jej dokonywania.

Choć w tym czasie, głównie wobec przeciwników aborcji pojawiły się zarzuty o prawicowy ekstremizm, straight edge zawsze był daleki od takich zjawisk jak nacjonalizm czy rasizm. Choć poglądy polityczne traktowano jako „osobisty wybór” („personal choice”), a wielu SE wręcz odcina się od polityki, to wiele zespołów nie ukrywało lewicowych sympatii (np. zespoły z Belgii, takie jak Larm, czy Nations on Fire). Dziś wielu straightedge sympatyzuje z ruchem alterglobalistów. Zespoły takie jak amerykański One Life Crew, którego członkowie w rasistowski sposób wypowiadali się o latynoskich imigrantach były przez pozostałych odsuwane na margines: wiele niezależnych wytwórni muzycznych odmawiały wydawania ich płyt, a inne zespoły straight edge'owe nie chciały z nimi występować.


Czy to aby nie sekta?

 Abstynencja, wegetarianizm - u wielu osób takie słowa wywołują skojarzenia z jakimś ruchem religinym. Niektórzy o straight edge mówią żartobliwie: „Zakon trzech krzyży”. Straight Edge nie ma jednak związku z żadną religią. - Osobisty wybór - krótko komentują tę sprawę ludzie związani ze sceną. Przyznają, że kilka lat temu, głównie za sprawą takich zespołów jak Shelter czy 108 sporo osób zaczęło interesować się ruchem Hare Kryszna, inni jednak wolą np. zespół Zao z chrześcijańskiej wytwórni Toothandnail Records. Ale są i tacy, którzy określają się jako „God Free Youth” (Młodzież wolna od Boga) - i uznają religię za kolejny narkotyk.  
 

Straight Edge - następne pokolenia

 Wiele osób ze sceny niezależnej uważa, że SE to towarzystwo wzajemnej adoracji, moda, która mija kiedy człowiek staje się dorosły. Niektórzy śmieją się, że na starość „ostrze” zaczyna się tępić. Dla wielu zabawa się kończy, gdy dochodzą do wieku, w którym można legalnie sięgać po używki. Z czasem znajomych ze „sceny” zastepują koledzy z pracy, którzy nie rozumieją fascynacji muzyką hardcore. Pod presją otoczenia wielu wraca do życia. Ale są i tacy, którym dawno stuknęła trzydziestka, a wciąż jeżdżą na koncerty i bawią się pod sceną razem z uczniami szkół średnich.  Prawie 25 lat od powstania Minor Threat SE wciąż zmienia życie młodych ludzi na całym świecie: niektórym daje tylko zabawę i przyjaciół, innym nadzieję na wyrwanie się z otoczenia, w którym alkohol i narkotyki są normalną sprawą. Dla niektórych służy wyłącznie poprawie własnego życia, dla innych jest inspiracją do zmieniania świata.
Mimo zmian, legenda początku lat 80 wciąż żyje, a grane w różnych wersjach covery hardcore'owych hymnów, na czele ze „Straight Edge" Minor Threat są wciąż żelaznym punktem straight edge'owych koncertów. W jednym z wywiadów Ian McKaye, lider Minor Threat stwierdził: - Nie wiedziałem, że to co robimy zajdzie aż tak daleko.

XXX

17:48, dominik.uhlig , Muzyka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 kwietnia 2007
Hardcore...

...to jest coś co lubię.

Ignite 

Jutro w Warszawie w klubie Progresja. I mam zamiar być na tym koncercie (chociaż będzie ciężko, bo wieczorem Samoobrona spotyka się z premierem Kaczyńskim i coś będzie trzeba o tym napisać)

18:25, dominik.uhlig , Muzyka
Link Dodaj komentarz »