zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


piątek, 15 maja 2009
Idą wybory, Polki zrzucają staniki

Dziś kolejny spot frekwencyjny, tym razem UKIE i przedstawicielstwa Komisji Europejskiej:

Wybieramy tych, którzy zabiorą do Brukseli nasze sprawy. To my zdecydujemy jakie:

 

 

Ja wybieram równouprawnienie kobiet :)

A jutro na blogu? Oj będzie się działo w spotach. Po pierwsze polityka historyczna, ale też polityczny horror...

20:15, dominik.uhlig , Spot
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 maja 2009
Frekwencyjny horror

Dwa filmiki zachęcające do głosowania wypuszczone przez Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego. W jednym z nich grupa kolarzy przerywa wyścig, by oddać głos w wyborach. W drugim do lokalu wyborczego wpada blondynka - bohaterka horroru klasy „B”. Krzyczy - a członkowie komisji wyborczej myślą, że chce, by wyraz jej twarzy zgadzał się ze zdjęciem w paszporcie. Jednak kiedy wybiega, do lokalu wchodzi facet w płaszczu i masce z siekierą w ręku. I też głosuje. Hasło obu filmów: „Zawsze jest czas by głosować”.

Raz:

Dwa: 

 

12:08, dominik.uhlig , Spot
Link Dodaj komentarz »
Depeche Mode popierają PiS?

Depeche Mode - dla mnie zespół numer jeden. Na nowej płycie nagrali kawałek ”Peace will come to me”. Powinien zostać hymnem PiS w tej kampanii. Zobaczcie na tekst:

I'm leaving bitterness behind
This time I'm cleaning up my mind
There is no space for the regrets
I will remember to forget

(...)

I'm leaving anger in the past
With all the shadows that it caused
There is radar in my heart
I should have trusted from the start

Just look at me
I am a living act of holiness
Giving all the positive virtues that I possess
I'm going to light up the world

Czyli w koślawym tłumaczeniu i dużym skrócie: - Zostawiam za sobą zgorzknienie, złość, razem ze wszystkimi cieniami, które spowodowałem. Jestem chodzącą świętością, rozświetlę świat.

Idealny tekst dla Jarosława Kaczyńskiego zmieniającego się w anioła pokoju. Czyż nie? Wyobrażacie sobie konwencję PiS, a na niej tysiąc działaczy śpiewających ”PiS will come to me”?

11:56, dominik.uhlig , Muzyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 maja 2009
Wyjście naprzeciw w kontekście ograniczenia antropopresji

Pisałem dziś o decyzji Parlamentu Europejskiego, zakazującej handlu futrami fok.

Poprosiłem o komentarz Ministerstwo Gospodarki, krytykowane przez obrońców zwierząt za brak działania w tej sprawie. Po długiej rozmowie z kompetentną Panią Dyrektor uprzedziłem, że będę musiał wybrać coś z tego co powiedziała. I żeby wiedziała co będzie w ”Gazecie” prześlę jej wypowiedź do autoryzacji. Napisałem takiego maila:

/ Dlaczego Polska nie dołączyła do grupy państw Unii, które już przed decyzją Parlamentu Europejskiego wprowadzały ograniczenia w handlu foczymi produktami? - xx xxx xxxxxx xxxxxxx xx xxx xxxxx. xxxx xxxxxxx xxxx xxxxxxxxxxxxx xx xxxxxx xxxxx xxxxxx x xxxxxxxxxxx, xxxxxxxxxxxx xxxxxxx xxxxx xxxx xxxx xxxxxx xxxx xxxxxxxxxx xxxxxx xxxxxxxxxxxxxx. xxxxxxxxxx xxxxxxxxx xxxxxxxxxxxx xxxxx xxxxxxxxxxxxxx xx xxxxxxx xxxxx xxxx, xx xxxxxxx xxxxxxxxxxx xxxxx xxxxxxxxxx xxxxxxx xx xxxxxxxxxxxx xx xxxxxxxxxx xxxxxxx xxxxx - wyjaśnia „Gazecie” Barbara Kopijkowska- Nowak szefowa Departamentu Polityki Handlowej Ministerstwa Gospodarki/

Odpowiedź - dość szybko trzeba przyznać - dostałem taką:

/Szanowny Panie Redaktorze,

Poniżej proponuję zamieszczenie lekko zmodyfikowanego tekstu przekazanego przez Pana:

Popieramy inicjatywy dotyczące ograniczenia polowań na foki, jako wyjście naprzeciw potrzebie zapewnienia dobrostanu zwierząt w kontekście polowań na foki zmierzające w kierunku ograniczenia antropopresji na faunę morską oraz odpowiedź na zaniepokojenie opinii publicznej niehumanitarnymi metodami polowań.

Jednocześnie powinna być to regulacja przyjęta na szczeblu wspólnotowym. Powinna ona całościowo i racjonalnie regulować tę kwestię na forum Unii Europejskiej. Ma to na celu uniknięcie przyjmowania w sposób nieskoordynowany różnych regulacji do krajowych porządków prawnych poszczególnych państw członkowskich UE, co w efekcie nie służyłoby skuteczności zakazu tego rodzaju importu w ujęciu wspólnego rynku UE.
W realiach Jednolitego Rynku Europejskiego, nieskoordynowane wprowadzanie przez poszczególne państwa członkowskie UE zakazów o różnym zakresie jest nieskuteczne. Zgodnie z prawem unijnym zakaz taki nie mógłby dotyczyć przywozu z innego państwa członkowskiego UE (na jednolitym rynku UE obowiązuje swoboda przepływu towarów, a towar dopuszczony do obrotu w jednym państwie członkowskim UE jest automatycznie dopuszczony do obrotu w całej UE). W sytuacji, w której taki zakaz wprowadza tylko część państw UE, to import z krajów trzecich nadal jest możliwy poprzez państwa członkowskie UE, które takiego zakazu nie wprowadziły, lub w których obowiązuje zakaz o innym zakresie towarowym. Rozwiązaniem może być, albo nałożenie na wszystkie państwa członkowskie UE obowiązku wprowadzenia zakazu w swoich przepisach krajowych (np. w formie dyrektywy tak jak miało to miejsce w roku 1983), albo przyjęcie rozporządzenia unijnego na szczeblu wspólnotowym, które stosuje się wprost w przepisach wszystkich państw członkowskich UE. Właśnie za takim rozwiązaniem opowiadał się resort gospodarki. Również z tych względów Komisja Europejska  zdecydowała się na podjęcie prac w tym zakresie na forum Wspólnotowym.  Należy także podkreślić iż zgodnie z art. 133 Traktatu WE, co do zasady, handel pomiędzy UE jako całością, a innymi krajami pozaunijnymi leży w kompetencjach Komisji Europejskiej.
Ponadto należy mieć na uwadze, że Polska nie jest znaczącym importerem skór foczych oraz artykułów zawierających takie skóry. Np. w 2008 r. zaimportowano do Polski jedynie:
5 kg. skór z fok gatunków innych niż „harp” i „hooded”
0 kg. skór z fok gatunków „harp” i „hooded”
1,6 tony odzieży zawierającej dodatki ze skór foczych (przy czym waga elementów wykonanych ze skór foczych jest znacznie niższa, gdyż 1,6 tony to jest waga całej odzieży.).

Równocześnie zwracam uwagę, iż resortem wiodącym w Polsce w zakresie prac dotyczących uregulowania ww. kwestii na forum UE – jest resort środowiska. To ten resort odpowiada za przygotowanie stanowiska naszego kraju, jego prezentację na forum UE oraz bierze udział w tych pracach.  

Jednoczesnie chciałabym też  zwrócić uwagę, iż moje stanowisko słuzbowe, to Zastępca Dyrektora Departamentu Polityki Handlowej MG.

Z poważaniem
Barbara Kopijkowska-Nowak
Zastępca Dyrektora
Departament Poltyki Handlowej
Ministerstwo Gospodarki. /

Po „lekkiej modyfikacji” 630 znaków zmieniło się w blisko 3 tysiące - więcej niż miałem miejsca na cały tekst. Nie pomogły żadne tłumaczenia, że takiego obszernego wyjaśnienia nie damy rady opublikować, bo „Gazeta” nie jest z gumy. Uznaliśmy więc, że skoro „resortem wiodącym” jest ministerstwo środowiska, to właśnie ono zabierze głos na łamach.

Ale, że się Pani Wicedyrektor napracowała, a zainteresowani ochroną fok są ciekawi co myśli resort, udostępniam na to obszerne wyjaśnienie kawałek mojego bloga.

18:58, dominik.uhlig , Zwierzęta
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 kwietnia 2009
Jak cytuje PiS
We wtorek napisaliśmy w "Gazecie" o tym, jak "Partie obsiadły państwo".Tekst trafił do przeglądu prasy PAP:

 "Gazeta Wyborcza": przynależność partyjna pomaga w znalezieniu pracy

21.4.Warszawa (PAP) - Nie kwalifikacje, a przynależność partyjna pomaga w znalezieniu pracy. Partyjne powiązania są widoczne w spółkach skarbu państwa, spółkach samorządowych i instytucjach politycznych - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Dziennikarze "GW" sprawdzili, jak wygląda partyjny podział łupów. Z ich obserwacji wynika, że osoby związane z PO obsadziły ważne spółki skarbu państwa, np. PERN Przyjaźń czy Krajową Spółkę Cukrową.

Najbardziej jaskrawym przykładem upolitycznienia spółki przez PO jest Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych, która zatrudnia ok. 300 osób, a wśród nich ok. 60 działaczy PO lub ich rodzin.

Według "GW", politykom PSL najbardziej odpowiada praca w rolniczych agencjach. Ale nie pogardzą radą nadzorczą walcowni metali nieżelaznych albo dyrektorskim stołkiem w PKS.

Tam, gdzie PO ma koalicję z SLD, członkami rad nadzorczych zostają politycy lewicy.

Także działacze PiS  mają się dobrze wszędzie tam, gdzie rządzą w lokalnych koalicjach. Np. wiceszefem kujawsko-pomorskiego Funduszu Ochrony Środowiska jest Marek Kalinowski, wiceprezes PiS w Toruniu. Dyrektorem Wojewódzkiego środka Ruchu Drogowego we Włocławku - Jarosław Chmielewski, pełnomocnik powiatowy PiS.

Więcej przykładów "partyjnych powiązań" w "Gazecie Wyborczej".
(PAP)

Tę depeszę wykorzystał też na swojej stronie internetowej klub PiS. Poniżej zrzut ekranu:


 

Powinienem teraz ogłosić konkurs "Znajdź różnicę między jednym a drugim omówieniem".

Ale nie ogłoszę, bo to zbyt proste zadanie. Nagrodą jest satysfakcja.
23:06, dominik.uhlig , PiS
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 kwietnia 2009
POST się skończył, teraz mamy SPOT

Najnowszy klip PiS wygląda trochę jak wypadek przy pracy. Tak jakby PiS-owscy "imidż-mejkerzy" (cytat z Ludwika Dorna) wyciągnęli z szefy nieużywany pomysł z kampanii 2007 r. Po duchowej rewolucji, z którą mieliśmy do czynienia na kongesie PiS wydawało się, że spoty w której jedna strona będzie wyzywać drugą od "kolesi" minęły. Czy jednak na pewno wypadek? Niekoniecznie. Na początku roku PiS liczył na to, że Polacy przestaną źle kojarzyć Jarosława Kaczyńskiego i jego partię. Politycy PiS postanowili spróbować zawalczyć o nowych wyborców. To się nie udało - przez 3 miesiące PiS w sondażach jechał dość równo. To wywołało zniecierpliwienie co bardziej ostrych graczy. Dodatkowo PiS zaczął popełniać błędy - dał Platformie narzucić sobe sposob kształtowania list wyborczych do PE. Prezes Kaczyński musiał się ugiąć i puścić na listy posłów. Efektem było zamieszanie z pierwszymi miejscami na listach - do których chętnych nie brakowało. Zbuntował się Poznań (Libiccy), pomruczała Bydgoszcz (Mojzesowicz). Jarosław Kaczyński zrozumiał, że nie ma drużyny, która może zdobyć świat. Skoro wiadomym się stało, że nie ma co liczyć na tryumf, PiS-owcy pomyśleli inaczej: wiadomo że frekwencja będzie marna. Marna frekwencja da szansę tym, co mają twardy elektorat. Nasz twardy elektorat to słuchacze Radia M, trzeba ich zmobilizować żeby nie zaczęli głosować na jakieś nie daj Boże Libertas czy Marka Jurka. A dla nich kampania wyborcza to nie miejsce by tłumaczyć zawiłości unijnych funduszy. Lepiej użyć prostej metody, która przyciągnie ich na wybory: powiemy że PO to kolesie (czytaj - złodzieje) i trzeba się przeciwstawić rozkradaniu ojczyzny. Jeden z polityków PiS (zresztą kandydat na europosła) wyjaśnił mi to dziś obrazowo: - Mordobicie i gra na emocjach są skuteczniejsze niż opowiadanie o funduszach z UE.

Coś w tym jest. Post się skończył, teraz mamy Spot. Alleluja i do przodu!

21:51, dominik.uhlig , PiS
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 kwietnia 2009
Samobójcze próby PiS
Wybory do Parlamentu Europejskiego miały być przystankiem do powrotu PiS do władzy. Czy tak będzie? Zamieszanie wokół budowania list wyborczych pozwala zwątpić, niszczy pozytywny efekt wywołany wizerunkową kampanią z początku roku. Prezes PiS zamiast ufać w swój polityczny instynkt zaczął ulegać podszeptom swoich współpracowników - którzy mniej dbają o interes partii, bardziej zaś o interes własny.

Pierwszy błąd Kaczyńskiego to zapowiedź, że na listy PiS nie wpuści posłów, z wyjątkiem Zbigniewa Ziobro. Były minister sprawiedliwości w rządzie PiS może i zasłużył na wdzięczność szefa partii, ale taki wyjątek zasiał w PiS niepokój: skoro Ziobro może, to czemu nie ja? - pytali inni posłowie PiS. Część z nich zaczęła grać przeciw sobie: jedni podważali lojalność drugich, samemu starając się wypaść jak najlepiej. W partii zapanowała niezdrowa atmosfera wzajemnego „podgryzania”.

Nagle Jarosław Kaczyński zmienił zdanie. To reakcja na kształt list Platformy Dał się przekonać posłom, którzy chcieli kandydować, że na listach nie ma znanych nazwisk i trzeba je wzmocnić. Coś w tym jest. Weźmy np. Marka Migalskiego. Politolog znany z telewizji i gazet. Ale jak jego dorobek i kompetencje porównywać np. z dorobkiem Jerzego Buzka?

Od środy z kolei mamy do czynienia z czymś, co można porównać z leczeniem zwichniętego palca przez amputację. Tak oceniam wycięcie z list wyborczych Marcina Libickiego - uznawanego za jednego z najlepszych polskich europosłów, wybijającego się na tle PiS-owskiej reprezentacji.

Libickiego można było zostawić. Jego współpraca z służbami PRL nie jest przesądzona. Obok dokumentów, na które powołują się zwolennicy tezy, że współpracował, są dokumenty, które go bronią. Są korzystne dla niego świadectwa historyków. Przemawia za nim to, że sam złożył wniosek o autolustrację. Przez ten błąd Kaczyński jeszcze przed rozpoczęciem wyborów traci Poznań.

Politycy PiS ze zwalczających się frakcji szukają ostatnio „szczura”, który na łamach gazet działa na szkodę PiS udzielając anonimowych wypowiedzi. Coś mi się wydaje, że gryzoń działający przeciw PiS jest postacią zbiorową i mieści się w podejmującym nieracjonalne decyzje kierownictwie partii.

19:31, dominik.uhlig , PiS
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lutego 2009
Tato

Tomasz Szymborski dziko zlustrował właśnie mojego Tatę, pisząc na swoim blogu: "Tata agent - dziecko pracuje w Gazecie". W odpowiedzi publikuję pełne oświadczenie  Taty,  napisane 13 stycznia 2008 r. O całej sprawie dowiedziałem się wczoraj.

OŚWIADCZENIE

W związku z informacjami, ukazującymi się w Internecie, a dotyczącymi mojej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL w latach 80., oświadczam, co następuje:

  1. zobowiązanie do współpracy z SB podpisałem wiosną 1982 roku w Ośrodku Odosobnienia w Jaworzu k. Drawska, gdzie byłem internowany, a zatem było to w warunkach pozbawienia wolności i pod przymusem. Na podjęcie decyzji, którą musiałem podjąć sam, miałem jedną noc - i taką decyzję podjąłem. Dziś tego zmienić się nie da.
  2. podczas podejmowania zobowiązania do współpracy nie było moim celem ani pomaganie, ani szkodzenie żadnej ze stron konfliktu społecznego. Jedynym celem, do którego dążyłem, było wyjście na wolność z ośrodka odosobnienia i połączenie się z moją rodziną, i taką cenę za wolność - podpisanie deklaracji o współpracy - zaproponował mi funkcjonariusz SB. Decydując się na podpisanie deklaracji o współpracy byłem zdecydowany na oszukiwanie SB i jak najdalej idące pozorowanie współpracy, przede wszystkim z unikaniem donoszenia na kolegów i współpracowników.
  3. pseudonim "Biedronka" przyjąłem ze względów osobistych. Ci, którzy są mi bliscy, będą wiedzieli, dlaczego. Inni nie muszą wiedzieć.
  4. na pierwszym spotkaniu z funkcjonariuszami SB po wyjściu z ośrodka odosobnienia, w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Katowicach, w lecie 1982, napisałem oświadczenie o odmowie dalszej współpracy. Wkrótce potem tzw. "znajomy" próbował wywierać przez szantaż presję psychiczną na moją rodzinę, wskutek czego wtedy kontaktów z SB zakończyć się nie udało.
  5. po wyjściu z ośrodka odosobnienia niezwłocznie zwróciłem się do Rektora Uniwersytetu Śląskiego z prośbą o przeniesienie ze stanowiska nauczyciela akademickiego na stanowisko pracownika informatyki. Uważałem, że osoba uwikłana w taką sytuację, jak moja, w żadnym razie nie może być nauczycielem akademickim, od którego wymagana jest nieskazitelna postawa etyczna. Byłem jednak pewien, że mogę bez przeszkód pracować dla dobra Uniwersytetu Śląskiego nie będąc nauczycielem, wykorzystując moje umiejętności w zakresie informatyki.
  6. po wyjściu z ośrodka odosobnienia nie podjąłem żadnych kontaktów z koleżankami i kolegami z "Solidarności", ograniczyłem także do niezbędnego minimum kontakty towarzyskie po to, aby jak najmniej wiedzieć i przez to jak najmniej, o ile w ogóle, przekazywać SB, jeśli zostanę do tego zmuszony.
  7. funkcjonariusz SB nie stawiał przede mną żadnych zadań, które polegałyby na przekazywaniu informacji o konkretnych osobach. W związku z tym moje informacje wyglądały z zasady tak: "nic nie wiem, nigdzie nie działam, z nikim się nie spotykam, nic się nie dzieje, wszyscy normalnie pracują, nie ma żadnych problemów".
  8. odnoszę wrażenie, że SB nie chodziło o to, aby z moją pomocą inwigilować pracowników Uniwersytetu Śląskiego, ale o to, abym ja sam nie podejmował żadnej niepożądanej przez nich aktywności. W takim przypadku mogliby oni mnie szantażować, grożąc ujawnieniem współpracy. Nic takiego jednak nie miało miejsca.
  9. w okresie od czerwca 1982 do sierpnia 1984 przeżyłem ciężką operację żony i dwie ciężkie moje operacje. Łącznie w tym okresie przebywałem w szpitalach, sanatorium i na zwolnieniu chorobowym około 12 miesięcy, i w tym czasie żadnych kontaktów z SB nie miałem.
  10. nie uzyskałem od SB żadnych korzyści materialnych - nie pobierałem pieniędzy, nie przyjmowałem prezentów, o nic nie prosiłem, niczego mi nie "załatwiono".
  11. nie jestem w stanie określić, kiedy po raz ostatni spotkałem się z funkcjonariuszem SB, czy było to w roku 1983, czy 1984. Jeśli dobrze pamiętam, było to w roku 1983, ale na pewno nie później niż 19 października 1984, kiedy to SB zamordowała księdza Jerzego Popiełuszkę. W tym czasie postanowiłem, że nieodwołalnie, nie bacząc na konsekwencje, zerwę kontakty z SB. Jednak po tym dniu nikt z SB już ze mną nie kontaktował. Myślę, że będzie na miejscu, jeśli napiszę, że od jesieni 1984 roku czuję i wiem, iż ksiądz Jerzy Popiełuszko przez swą męczeńską śmierć przyczynił się walnie do wyzwolenia mnie z opresji SB, za co jestem Mu winien zwykłą ludzką wdzięczność.
  12. informacje z Internetu (a pochodzące najpewniej z dokumentów IPN) o tym, że "zostałem pozyskany na zasadzie współodpowiedzialności obywatelskiej w 1983 r., współpracę zakończono pięć lat później" nie są zgodne z prawdą. Jak napisałem wcześniej, okres mojej wymuszonej współpracy (a w istocie udawania i pozorowania współpracy) z SB obejmował w praktyce 17 miesięcy w latach 1982-1983, a prawdziwą "współodpowiedzialność obywatelską" wykazywałem, jak mi się wydaje, w latach 1980-1981, gdy współuczestniczyłem w zakładaniu "Solidarności" w UŚ i pełniłem w niej funkcję związkową. W stanie wojennym i po nim odczuwałem jedynie odpowiedzialność za moją rodzinę, i tak zostało do dziś.
  13. te oświadczenie składam również w poczuciu odpowiedzialności za rodzinę, dlatego, że w ramach "dzikiej lustracji", w Internecie, pojawiają się anonimowe treści, mające zapewne na celu wykazanie, że jako były tajny współpracownik SB jestem z definicji człowiekiem złym i niemoralnym, i z tego powodu zdyskredytowanie mnie. Chcę powiedzieć na ten temat tylko tyle: nikt nie wie lepiej niż ja, jak wygląda życie człowieka, gdy przez dwadzieścia sześć lat, codziennie, sumienie ci mówi: "jesteś tajnym agentem, a mogłeś nie być", a ja mówię: "ale przecież nie chciałem być, a musiałem".
  14. ani moja Żona, ani mój Syn nie wiedzieli do dnia dzisiejszego (tj. do 26.02.2009 - oświadczenie powstało ponad rok temu) nic o tym, co teraz opisuję. Uważam, że byłoby lepiej i dla nich, i dla wszystkich, gdyby ta sprawa nie wyszła na światło dzienne. Jest mi bliskie stanowisko: "czy naprawdę wszyscy muszą o wszystkich wiedzieć wszystko?". Ale skoro tak już musi być, proszę bardzo: mam dość odwagi cywilnej, aby powiedzieć: tak, oszukiwałem, nie byłem aktywny, nie wykazywałem żadnej inicjatywy, udawałem współpracę z SB, aby być wolnym, chciałem się z niej jak najszybciej wyplątać, i to mi się udało. Potem starałem się żyć i pracować dla rodziny i dla ludzi tak samo, jak przedtem, i myślę, że to mi się też udało. Po dwudziestu sześciu latach czyśćca mam czyste sumienie i teraz jestem naprawdę wolnym człowiekiem. Ewangelia głosi: "A prawda was wyzwoli". Tak jest. Czuję to. Nareszcie jestem wolny.
  15. mam nadzieję, że z powodu moich kontaktów z SB w latach 1982-1983 nikt nie poniósł żadnej szkody ani nie doznał przykrości. Gdyby tak się mimo wszystko stało - przepraszam. Nie jestem jednak w stanie przyjąć żadnej odpowiedzialności za to, co wtedy zrobiłem, dopóki odpowiedzialności nie poniosą ci, którzy mnie w tej sytuacji postawili - a było ich wielu.
  16. wielokroć zadaję sobie pytanie, co w moim przypadku było grzechem pierworodnym? Dlaczego znalazłem się w takiej sytuacji? Na dziś znajduję tylko taką, jedną, odpowiedź: moim pierwszym i głównym błędem było spontaniczne włączenie się do działalności związkowej w NSZZ "Solidarność" w roku 1980, działalności związku, która później przekształciła się w działalność polityczną. Nie miałem predyspozycji do takiej pracy, nie umiałem się znaleźć w środowisku, które w istocie było mi obce (myślę tu, dla jasności, o politykujących działaczach związkowych), i stąd podjąłem próbę wydostania się z matni nawet za pomocą sposobu, będącego na granicy przyzwoitości.
  17. to, co mi dziś pozostało, to tylko nadzieja, że to, co zrobiłem, zostanie zrozumiane, i wybaczone przez tych, którzy uważają, że jeszcze trzeba i już można wybaczyć.
  18. tak. czuję się ofiarą, a nie prześladowcą. Nie miałem obowiązku być w więzieniu bohaterem, natomiast miałem inny obowiązek, który wypełniłem.

PS. (26.02.2009 r.) W stanie wojennym, tzw. komuniści zaczęli niszczenie mojego życia. Dziś, publikując o tym informacje, prawi i sprawiedliwi obywatele proces tego niszczenia zakończyli. Minęło 27 lat - niemal połowa istnienia. Do nikogo nie mam żalu i nikomu nie jestem wdzięczny. Chciałbym tylko dożyć swoich dni służąc innym, jak starałem się to czynić zawsze.

Maciej Uhlig

10:58, dominik.uhlig , Takie życie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lutego 2009
MSZ milczy...

Od rana telewizje i portale prześcigają się w dociekaniach, czy polski inżynier żyje. Każdy chce podać informację jako pierwszy (nieważne czy pewna czy nie), na bieżąco potwierdza ją u kogo tylko może. Media są rozdrażnione milczeniem MSZ. Z każdą godziną będziemy znać coraz więcej szczegółów: wyścig "czy aby na pewno" zostanie zastąpiony wyścigiem: "gdzie, czym, jak".

Bardzo współczuję rodzinie tego pana, chciałbym wierzyć, że nikt z kolegów pracujących w mediach nie wpadnie na pomysł podetkania im mikrofonu pod nos z pytaniem "co państwo czują w takiej chwili". Choć nie mam większych złudzeń i wyobrażam sobie jakie będą poniedziałkowe okładki taboidów.
W takiej sytuacji powinno być jak z tajemnicą lekarską - to rodzina dowiaduje się pierwsza i decyduje czy chce cokolwiek komukolwiek powiedzieć. Reszcie powinna wystarczyć prosta wiedza: żyje czy nie żyje, dopiero kiedy to wiedza pewna. Nie musimy jako dziennikarze wywlekać na wierzch szczegółów. I nikt mnie nie przekona, że "czytelnicy mają prawo wiedzieć" albo "przecież można wyłączyć telewizor". Bo po co nam taka wiedza?

11:05, dominik.uhlig , Takie życie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lutego 2009
Prezes zdobył brązowy medal

Kongres skończył się szybciej niż planowano. Prezes PiS ogłosił, że musi zdążyć na 15, bo zaczyna się mecz. Wsparcie partii okazało się skuteczne, Polakom serdecznie gratuluję.

Na koniec kilka ciekawostek, które nigdzie się nie zmieszczą i pewnie są nieważne, ale piszę trochę z nudów, bo czekam na transport:

1) Prezes jeździł po Krakowie wypasionym srebrnym Saabem;

2) Antoni Macierewicz korzystał z komputera w kąciku dla dziennikarzy;

3) minister Michał Kamiński miał rewelacyjny czerwony szalik, który przyciągał działaczy do robienia sobie z nim zdjęć. Każda rozpoznawalna twarz przyciągała działaczy - ale szalik najbardziej;

4) figurki smoków, które można kupić jako upominek na Rynku zaczynają się od 4 zł;
5) Przy kościele Mariackim jest niezła gruzińska restauracja, z menu dla wegetarian;

6) Kraków szczególnie ładny jest rano, jak nie ma tłumów turystów. I wieczorem jak nie ma tłumów i pada śnieg;

7) sprzedawcy obwarzanków (przynajmniej jeden, na północnej stronie Rynku) są sfrustrowani tym, że pracują w niedziele rano i przeraźliwie z tego powodu przeklinają;

8) z centrum do Nowej Huty można jechać tramwajem 22, miła pani w informacji turystycznej na Floriańskiej powie gdzie trzeba wsiąść i wysiąść;

9) jak prezes PiS zmienia retorykę ale nie zmienia celu - czytaj jutro w Gazecie Wyborczej".

17:21, dominik.uhlig , PiS
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17