zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


środa, 27 czerwca 2007
Dziennik dźgnął mnie mieczykiem

Dziś napisał o mnie konkurencyjny „Dziennik”. 

Na pierwszej stronie działu krajowego stoi tekst: „W poniedziałek Dziennik a we wtorek Wyborcza”. W nim informacja, że ich informację o Mieczyku Chrobrego „Gazeta” podała następnego dnia jako własną.

Nie mogę sobie odmówić paru zdań komentarza.

1) Rozmawiając z dziennikarzem, który zadzwonił do mnie wczoraj z „Dziennika”, poprosiłem o autoryzację swojej wypowiedzi. Zgodziłem się na zacytowanie takiego zdania:

„Pisząc tekst nie korzystałem z informacji *Dziennika*, ale z oświadczenia dla mediów, opublikowanego 21 czerwca przez europosła LPR Sylwestra Chruszcza na jego stronie internetowej. Mój tekst poszedł dopiero we wtorek, bo w poniedziałkowej *Gazecie*, z powodu relacji z unijnego szczytu zabrakło miejsca*.

W „Dzienniku” informacja, że Liga promowała w Internecie sprawę „mieczyka” od 21 czerwca jakoś się nie znalazła. Nasza rozmowa została za to z grubsza omówiona.

2) Zadziwia mnie hipokryzja „Dziennika”, który regularnie nie powołuje się na „Gazetę”. Wspomniałem wczoraj o tym autorowi tekstu w „Dzienniku”. Wysłałem mu dwa konkretne przykłady:

> Tekst „Wszechpolak rządzi z Dziennika z 14.09.2006. Dzień wcześniej napisałem w „Gazecie”, że poseł LPR Piotr Ślusarczyk zostanie wiceministrem budownictwa. Następnego dnia „Dziennik” pisze tak:
„Wojciech Wierzejski potwierdził wczoraj wcześniejsze doniesienia prasowe...”
Minister budownictwa Antoni „Jaszczak mówił we wtorek...” (i tu dosłowny cytat z „Gazety”, bez powołania się na nas - że „prace nad budżetem utrudniają prace departamentów merytorycznych”).

> Afera „praca za seks” - bardzo często w „Dzienniku” przestaje mieć jakiekolwiek źródło. Np. w zeszłym tygodniu informacja „Ziobro żąda wniosku o uchylenie immunitetu Łyżwińskiemu”. PAP, na który powołuje się Dziennik, podał oczywiście, że o zeznaniach Anety Krawczyk pisała najpierw „Gazeta”.

A „Dziennik” pisze: „Aneta Krawczyk (...) wyznała publicznie, że pracę i stanowisko w partii otrzymała w zamian za świadczenie usług seksualnych, do czego zmuszali ją Łyżwiński i Andrzej Lepper.”

Wyznała publicznie...

3) Autoryzując swoje słowa świadomie zrezygnowałem z wytykania „Dziennikowi”, tego, że też nas często nie cytuje. Żeby nie wyszło na to, że się mszczę. Bo mam taką zasadę, że zawsze kiedy piszę coś na podstawie informacji innych mediów, powołuję się na nie - czy napisze to „Dziennik”, „Nie” czy „Głos Samoobrony”.

Ale jeśli „Dziennik” chce się bawić w taki sposób, to od dziś wprowadzam na swoim blogu nową rubrykę:

„Dziennik” cytuje „Gazetę”.

Będę do niej wrzucał co ciekawsze przykłady.

Redaktorom „Dziennika” nie chodzi o zasady. Wkurzyli się, że PAP we wtorkowym przeglądzie prasy zacytował nasz tekst o „Mieczyku” , a ich tekst z poniedziałku przeszedł bez echa. A poza tym dla wielu osób w „Dzienniku”, każdy powód, żeby dokopać „Gazecie” jest dobry. Podobnie jak „Rzeczpospolitej”. Sorry, Panowie, ale to już nie mój problem.

A na przyszłość mam nauczkę - z ”Dziennikiem” się nie rozmawia.

czwartek, 21 czerwca 2007
Co jest ważne dla LPR?

Cytuję depeszę Informacyjnej Agencji Radiowej z 15.39

***

Wraca komisja orlenowska

Wicepremier Roman Giertych powiedział, że przekonał koalicjantów do wznowienia prac prowadzonych przez sejmową komisję śledczą, zajmującą się nieprawidłowościami przy prywatyzacji PKN Orlen. Decyzja o powołaniu nowej komisji śledczej zapadła w czasie spotkania Jarosława Kaczyńskiego z wicepremierami Romanem Giertychem i Andrzejem Lepperem.
Zakres prac komisji obejmie działalność lobbingową Marka D. i jego firmy.
Minister edukacji wyraził nadzieję, że nowa komisja zakończy sprawy rozpoczęte przez komisję powołaną w poprzedniej kadencji. Zdaniem Giertycha komisja powstanie w przyszłym tygodniu.
W Kancelarii Premiera zakończyło się spotkanie, w którym obok Giertycha - brali udział Andrzej Lepper i Zyta Gilowska. Tematem rozmów miała być głównie sytuacja w służbie zdrowia.

(IAR)

***

Bez komentarza.

Wasze - jak zwykle mile widziane

16:46, dominik.uhlig , LPR
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 czerwca 2007
Propagandowo dobrze powiedziane

Jakiś czas temu rozmawiałem ze znanym politykiem jednej z koalicyjnych partii (żeby uniknąć mylnych skojarzeń - kiedy piszę wysoki, nie chodzi mi o wzrost).

W czasie autoryzacji usłyszałem:

- Ale propagandowo dobrze powiedziałem, nie?

17:50, dominik.uhlig , Złote myśli
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 czerwca 2007
Schody wyjść nie mogą z mody...

W dobrze poukładanym życiu jest tak:

albo schodzi się na dół

albo wchodzi do góry

albo idzie po prostym.

Ale czasami może nie być tak łatwo.

Wydaje się nam, że idziemy w górę, a za chwilę okazuje się, że schodzimy...

Jak na tym zdjęciu. To kuluary Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, zdjęcie sprzed tygodnia, zrobione przy okazji kongresu Samoobrony.

Ten układ schodów, balustrad i łuków przypomina mi prace holenderskiego grafika M.C. Eschera. A zwłaszcza: "Relativity".

p. s.

I jeszcze ciekawostka - w sieci znalazłem ”Relativity” z klocków Lego.

21:03, dominik.uhlig , Foto
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 czerwca 2007
Biuro prasowe PiS informuje

Dostałem dziś trzy smsy od biura prasowego PiS:

1. Uprzejmie informuję, że podczas wystąpienia w Sejmie premier Zyty Gilowskiej padną ważne deklaracje dotyczące polityki społecznej;

2. Klub parlamentarny PiS w najbliższych dniach złoży projekt ustawy zwiększający czterokrotnie (do 600 zł) kwotę wolną od podatku na każde dziecko;

3. Sprostowanie: W projekcie, który w najbliższych dniach przedstawi KP PiS Rodzice dostaną kwotę wolną od podatku 3015 zł na każde dziecko.

Sms-y od klubu PiS z zapowiedziami ważnych dla partii wydarzeń dostaję regularnie. Często kasuję je od razu po przeczytaniu. Ale ten zestaw mnie rozweselił, nie tylko dlatego, że jako ojciec mógłbym na tym skorzystać.

20:22, dominik.uhlig , PiS
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 czerwca 2007
Autoryzacja za pomocą małżonki

Autoryzacja to wymóg przez dziennikarzy nielubiany. Bo zamiast po prostu napisać, co polityk nam powiedział (i niech się potem nieborak wstydzi), trzeba do niego po napisaniu tekstu po raz kolejny dzwonić i powiedzieć, co się chce zacytować. Nasz rozmówca zaczyna się namyślać, czy na pewno chciał powiedzieć, to co powiedział. I potrafi zepsuć fajną wypowiedź.
Teoretycznie autoryzacja jest obowiązkowa tylko wtedy, kiedy ktoś jej zażąda. Ale czasem warto zaproponować ją samemu, zwłaszcza komuś, z kim kontaktujemy się regularnie. Wprawia to polityka w nastrój szczerości, co może dać nam większą wiedzę o politycznej rzeczywistości.

Jeśli zaś zacytujemy coś, czego polityk powiedzieć nie chciał, mamy chwilę radości - ale następnym razem będzie się zastanawiał czy może z nami szczerze rozmawiać. A jeśli nawet polityk wycofa się ze swoich słów, można ją zacytować jako słowa "jednego z posłów" czy "prominentnego polityka partii x".

Skąd taki temat? Bo dziś miałem nietypową autoryzację. Autoryzowałem już wypowiedzi polityków w różny sposób. Najczęściej wystarczy przeczytać je przez telefon. Jeśli trzeba mieć potwierdzenie (na wypadek procesu sądowego na przykład) - można prosić o autoryzację mailem czy faxem z podpisem cytowanej osoby. Bywało też, że autoryzowałem też coś przez gadu- gadu albo smsem.

Ale wczoraj po raz pierwszy autoryzowałem wypowiedź za pomocą żony polityka. Mój rozmówca nie chciał rozmawiać przez komórkę w czasie prowadzenia samochodu (zwykle politykom to nie przeszkadza). Zastosowaliśmy więc metodę znaną z zabawy w głuchy telefon. Ja czytałem zdanie do zacytowania żonie, żona powtarzała zdanie mężowi. A potem mówiła mi, czy kiwał głową, że to zdanie jest do przyjęcia.

Na szczęście nic nie chciał zmieniać.

00:03, dominik.uhlig , Polityka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2007
Czy zakaz palenia gwałci prawa człowieka?

Wiele osób, zwłaszcza palaczy, ale też niepalących polityków opozycji, oburza projekt PiS, zakazujący palenia w miejscach publicznych, a nawet w prywatnych samochodach. Od rana słyszę, że PiS chce ograniczać wolność jednostki, ba - nawet łamać prawa człowieka. Ja na to odpowiem klasyką liberalizmu: wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych. Dlatego jestem za zakazem palenia wszędzie tam, gdzie jego skutki mogą odczuwać niepalący i za cakowitą wolnością palenia tam, gdzie nikomu to nie przeszkadza.

Bo jeśli zakaz palenia w pubach miałby ograniczyć wolność palaczy - to co z wolnością niepalących, którzy też chcą się gdzieś wybrać? Dym czytać nie potrafi i nie ogranicza się wyłącznie do kącika, w którym wolno palić. Zgadzam się, że kontrowersyjny może się wydawać zakaz palenia dla kierowców. Ale jak często widzieliście taką sytuację. mąż, żona, dwójka dzieci w aucie? I ledwo ich widać zza chmury dymu wypuszczanej przez jedno bądź oboje rodziców.

Może nawet poszedłbym jeszcze dalej w takim projekcie: zakazać palenia w mieszkaniach, w których są małe dzieci. Wiem, że taki zakaz byłby kompletnie nie do wyegzekwowania. Tylko rodzina jest w stanie wyrzucić palącego delikwenta na balkon.

Ale o pomyśle PiS warto rozmawiać, tak żeby prawo nie naruszając praw palących nie naruszało praw niepalących. A zarzut naruszania praw człowieka, lepiej zostawić na inne pomysły tego rządu.

21:10, dominik.uhlig , Różne
Link Komentarze (6) »