zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


poniedziałek, 26 marca 2012
Ku przestrodze. Tak pracują oszuści

Kilka dni temu byłem w Kijowie, na konferencji o nowych mediach. Na przykładach z wyborcza.pl opowiadałem o internetowym życiu papierowych publikacji.

Ostatniego dnia, przed odlotem wybrałem się na spacer po Kijowie. Chodziłem tu i tam, pstrykałem zdjęcia, m. in. pod pomnikiem Przyjaźni Narodów, z punktem widokowym na Dniepr.

Kiedy szedłem stamtąd w stronę miasta, minął mnie jakiś facet, koło czterdziestki, w czarnej kurtce. Szliśmy prawie równolegle, nagle on się schylił i coś podniósł. Odwraca się do mnie i pyta, czy tego nie zgubiłem. Mówię, że nie, a on zaczyna rozwijać zawiniątko - foliowa koszulka, a w niej odbita na ksero oferta salonu samochodowego i plik pieniędzy - hrywny i dolary (ułożone setkami). Naprawdę dużo.

- Ile pieniędzy, ile pieniędzy! Nie widziałeś kto to zgubił? - pyta.

- Nie - mówię.

- Wiesz, to ja wezmę, ale tobie też coś dam - mówi.

Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, a nagle przy nas pojawia się drugi facet - też koło 40-50, dla odmiany w okularach. Zdenerwowany rozgląda się i woła. - Moje pieniądze. Nie widzieliście moich pieniędzy?

Zastanawiam się, czy jak powiem, że je widziałem i że ma je ten drugi, to mi ten drugi przypieprzy, więc tymczasem pytam czy rozumie po angielsku, sam mówiąc, że ja nie bardzo znam ukraiński.

Ale, że ten mówi, że potrafi niewiele, postanawiam ujawnić swoją wiedzę i talent językowy:

- Twoje diengi u niewo - pokazuję na niedoszłego wspólnika w łupie, ten tylko przykłada palec do ust, żebym milczał.

Ale ‘’załamany’’ jakby nie rozumiał. - Moje diengi, moje diengi - woła. I nagle mówi. - Ja dumaju szto u was moje diengi. Pakażytie swoji diengi. Ja paznam maje - woła do nas. ”Znalazca” wyciąga swój portfel i pokazuje. Ja któryś raz powtarzam: - Twoje diengi u niewo! Ale ten co, ''zgubił'' jakby nie wierzył. Pokazuje na mnie i mówi: - Ja dumaju oni u tiebia. Pakaży mienia swoji diengi.

Dużo ich nie miałem i odruchowo chciałem sięgnąć po portfel, ale się zreflektowałem i mówię: - Ja tiebia nie dam swoich dienieg. Ty choczesz posmatrit, my najdiom milicju.

I zacząłem iść w stronę miasta gdzie milicji mnóstwo. Przeszliśmy paręnaście metrów, on powtarza swoje, ja powtarzam swoje, ale nie odpuszczam. Zastanawiam się tylko, czy chłopaki zechcą mnie pozbawić kasy i aparatu siłą.

Na szczęście nagle ‘’znalazca’’ stanął, wyciągnął folię z pieniędzmi, dał temu co niby zgubił i mówi mu: - Masz swoje pieniądze. Daj mu znaleźne - i pokazuje na mnie.

No i poszedł.

A ten co ‘’zgubił’’ wziął pieniądze, zaczyna je oglądać i mówi. - A czy on sobie czegoś nie wziął?

Ja na to mówię, że nie wiem, więc ten zaczyna ''gonić'' tego co ‘’znalazł’’. I tak mi obaj panowie zniknęli.

Trzeba przyznać, że panowie bardzo wiarygodnie zagrali. Ich scenariusz miał parę momentów, w których trzeba szybko podejmować konkretne decyzje: co zrobi ''znalazca'' kiedy powiesz, że ma kasę? Czy pokazać portfel, żeby udowodnić, że się nie wzięło pieniędzy? Jak później powiedzieli mi znajomi, oszuści nie używają siły. Próbują doprowadzić do tego, żeby samemu oddać im pieniądze. A wtedy okazuje się, że pieniądze są ich. No bo przecież oddałeś z własnej woli.

A na deser pomnik Bohdana Chmielnickiego i monastyr św Michała Archanioła:

PS. Konferencja się udała, Ukraina piękna, ludzie mili, jedzenie świetne - kto może odwiedzić - polecam.



22:19, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 stycznia 2011
Każdy widział, że debatę wygrał...

Komu potrzebna była debata w sprawie katastrofy smoleńskiej i kto ją wygrał? Opinii na blogach mnóstwo, każdy ciągnie w swoją stronę, ale czy z tego tak naprawdę cokolwiek wynika? Piotr Śmiłowicz na blogu ''Newsweeka'': „Premier zdeklasował Jarosława Kaczyńskiego”: „Tuskowi udało się narzucić swoja narrację. (...) przekonująco tłumaczył, że „koncyliacyjne” podejście do Rosjan w toku wyjaśniania okoliczności katastrofy było najbardziej optymalne, bo dzięki niemu uzyskaliśmy dostęp do dowodów do których w warunkach konfrontacji mogliśmy nie mieć dostępu. Przekonująco argumentował też, że powinniśmy być gotowi do przyjęcia całej prawdy o katastrofie. Nawet jak będzie dla nas niewygodna. Pokazał w ten sposób, że prawda jest dla niego ważniejsza niż interes polityczny.” A Jarosław Kaczyński? Według Śmiłowicza „zaprezentował się nie najlepiej. Z trybuny przemawiał człowiek, z którego emanowały z trudem skrywane osobiste urazy. Człowiek, który sprawiał wrażenie kogoś, kto z trudem panuje nad emocjami. I który był wiarygodny tylko dla własnych zdecydowanych zwolenników, kolportując z trybuny sejmowej teorię, że bezpośrednią i główną przyczyną katastrofy było złe sprowadzanie Tu-154M przez rosyjskich kontrolerów. Teorię w oczywisty sposób nieprawdziwą dla wszystkich racjonalnie myślących” - pisze Śmiłowicz. „Choć to PiS chętniej dotąd posługiwał się katastrofą w walce politycznej, po środowych sejmowych wydarzeniach to Platforma jest bliżej zwycięstwa w wyborach” - konkluduje.
Tusk przegrał już wcześniej?
Za taki wpis krytykują Śmiłowicza pro-PiSowscy bywalcy Salonu 24 (tam też opublikowano ten wpis). Chinaski pisze: „Tak po ludzku, obserwując Tuska występującego po kilkudniowych ostrych treningach z Ostachowiczem, łamiącym głos tam, gdzie guru kazał, marszczący czoło w ten charakterystyczny, sztuczny sposób, trzeba być niebywałym cynikiem, by na poważnym portalu publicystycznym snuć tezy, "że prawda jest dla niego (Donalda) ważniejsza niż interes polityczny"” - pisze. Wystąpienie Kaczyńskiego ocenia jako „wyważone”. „Spodziewałem się raczej ostrej mowy oskarżycielskiej w stylu wczorajszej enuncjacji A. Macierewicza, tej wygłoszonej na forum połączonych komisji sejmowych. Tymczasem Prezes PiS mówił stanowczo, ale w żadnym momencie nie dało się odczuć, że działa kierowany chęcią osobistej wendetty” (...). Donald Tusk dziś w Sejmie krzyczał, udawał, że nic się nie stało, że nic nie "spieprzył". Prawda jest oczywiście inna, co Pani Anodina z Panem Morozowem (w imieniu W. Putina) dobitnie, nie tylko figurantowi Tuskowi, ale całemu polskiemu narodowi, pokazali kilka dni temu.” Wpisy sugerujące, że zwyciężył Tusk nie są jednak rzadkością. Choć i tu pojawiają się wątpliwości: „Donald Tusk, jak żaden z polskich polityków, potrafi dawać sobie radę w publicznej debacie. Nie jestem jednak pewny, czy to najważniejsza z cech, jaką powinien charakteryzować się polityk” - zastanawia się Marek Kotlarz.
„Wpolityce” docenia PiS
Ale i Kaczyński ma swoich kibiców. Tak debatę przedstawia serwis wpolityce.pl Michała Karnowskiego: „W bardzo dobrym przemówieniu prezes PiS punktuje rząd” - pisze „zespół wpolityce.pl” cytując wystąpienie szefa PiS. Za warte uwagi uznano też wystąpienie Mariusza Kamińskiego („Ile mieć trzeba w sobie buty, żeby honor Polski był mniej ważny niż płatny urlop...”). Wystąpienie samego premiera okazało się dla ''wpolityce'' za długie, żeby je zacytować w całości, jest więc opublikowane w skrócie z podkreśleniem, że „jego przemówienie kilkakrotnie przerywano okrzykami "hańba" i "zdrada", padającymi z galerii dla publiczności”.
Leski: sejmowy spektakl bez efektów
Krzysztof Leski w Salonie 24 przytomnie podsumowuje: „Zadziwiają mnie (...) opinie, że ktoś tę debatę mógł "wygrać". Była, jaka być mogła, jaka być musiała. Dla mnie najlepiej streszcza ją seria "pytań" Beaty Kempy z PiS do premiera: >>Czy pan wie, na jakiej pan jest ścieżce i kursie? Czy pan wie, kto pana naprowadza? Czy pan jest na ścieżce prawdy czy kłamstwa? (...) Nas można straszyć łagrami, ale my jesteśmy na kursie prawdy i kursie sprawiedliwości.<< Ciekawe, jak długo jeszcze polscy politycy i media będą wkładać tyle energii w sejmowe spektakle, które z definicji - skoro w tytule mają "Informacja" - nie prowadzą do żadnych efektów'' - zastanawia się Leski.

09:02, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 kwietnia 2010
Podpisujmy różne listy wyborcze

Nie wiem czy gdzieś w najbliższych dniach natknę się na osoby zbierające podpisy pod kandydaturami na prezydenta Polski. Ale jak spotkam - nie odmówię podpisu, choć dotąd zawsze miałem przed tym opory.  Ale że sytuacja się ostatnio pokomplikowała dołączam do grona osób przekonanych, że należy pomóc kandydatom. Dlaczego? Nie mam siły się rozpisywać w piątek po nocy. Dobrze robi to Krzysztof Leski na Salonie 24:

”Apeluję o podpisy pod wnioskami o rejestrację kandydatów na prezydenta. Tragedia pod Smoleńskiem sprawia, że po raz pierwszy mamy do czynienia ze skróconą kampanią i nawet najwięksi mogą mieć kłopot z zebraniem 100 tys. podpisów w 10 dni. Dajmy im szansę!

Czy to legalne? Jak najbardziej. Zgodnie z ordynacją obywatel może podpisać listy dowolnej liczby kandydatów. Czy to moralne? Jak najbardziej. Podpis nie musi oznaczać poparcia kandydatury, może być wyrazem poglądu, że kandydat ma prawo startu w wyborach bez względu na to, czy stoi za nim wielotysięczny aparat partyjny, czy tylko grupa entuzjastów. W szczególnych okolicznościach wiosny 2010 przyjmijmy, że podpisujemy listy każdego kandydata, który nie budzi w nas wyraźnej odrazy.”

Leski proponuje spotkanie w najbliższy poniedziałek o 18.00 na pl. Trzech Krzyży w Warszawie (rzut beretem od siedziby Państwowej Komisji Wyborczej), by pomóc komitetom zebrać 1000 podpisów niezbędnych do złożenia w PKW zawiadomienia o utworzeniu komitetu. Termin upływa w poniedziałek o północy.

Jedyne co mogę dodać to fragment komentarza Dominiki Wielowieyskiej, która poruszyła tę samą kwestię. Krócej aczkolwiek równie celnie:

”Jestem za tym, aby apelować do wyborców, by składali swoje podpisy pod różnymi kandydaturami. Nasz podpis nie jest bowiem jednoznaczny z tym, że na pewno na tego polityka zagłosujemy. Świadczy tylko o tym, że chcemy, aby ten czy ów mógł wystartować w wyborach.”

23:17, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 kwietnia 2010
Czarny Sejm, moje pożegnanie ze zmarłymi parlamentarzystami

Uroczyste wtorkowe, żałobne posiedzenie Sejmu i Senatu marszałek Bronisław Komorowski zaczyna w absolutnej ciszy, słychać tylko pstrykanie aparatów fotograficznych. Na Boga, po co komu dźwięk naciskanej migawki w cyfrowym aparacie? Przecież to przeszkadza!

Na sali udekorowanej kwiatami, które upamiętniają tych, którzy zginęli w katastrofie, pełna obsada. Taka frekwencja nie zdarza się nawet na najważniejszych głosowaniach. Ale mocy w politykach mało. Hymn Polski posłowie śpiewają bardzo słabymi, łamiącymi się głosami. Przedstawicielki klubów odczytują listę ofiar: PO, PiS i Lewica krótko, tylko nazwisko i pełnioną funkcję. W imieniu PSL mężczyzna, Waldemar Pawlak, w sejmowych korytarzach widać było, że wicemarszałek Sejmu Ewa Kierzkowska, jedyna kobieta wśród ludowców nie jest dziś w najlepszej formie. Pawlak zwraca się po imieniu do tych, którzy odeszli, wspomina prezydenta. - Dziękujemy, myślę, że oni by podziękowali za wszelkie dobro, które od was uzyskali, a szczególnie od rodzin, za miłość, życzliwość. To dzień, w którym zachowujemy ich nie tylko w pamięci, w sercu, ale także powinniśmy ich zachować w naszych działaniach, aby z tego, co zrobimy był dumny pan prezydent i nasi koledzy, którzy odeszli tak tragicznie - mówi szef PSL.

Na sejmowej galerii, z której dziennikarze obserwują przebieg posiedzenia ścisk. Obok nas stoją byli posłowie, którzy nie mają już swoich miejsc na sali posiedzeń, przedstawiciele urzędów i instytucji, kościołów. Sala wypełniona do ostatniego miejsca. Tyle, że w 15 poselskich fotelach nikt nie siedzi, leżą w nich tylko kwiaty. I jedno puste miejsce na galerii, to najważniejsze - fotel Prezydenta RP.Najbardziej widać pustkę w ławach PiS. W pierwszym rzędzie osamotniony Jarosław Kaczyński, na fotelach obok kwiaty. To on stracił w tej katastrofie najwięcej: brata, szwagierkę, najbliższych współpracowników, przyjaciół. Ale płaczą wszyscy, gdy słuchając kwartetu smyczkowego widzą na sejmowym telebimie zdjęcia koleżanek i kolegów, których już nigdy nie spotkają.


Komorowski, który pełni teraz obowiązki prezydenta apeluje do wszystkich o zgodę, prosi o pomoc w poprowadzeniu kraju przez trudny czas. - Od nas wszystkich zależy, czy ten ból po stracie naszych koleżanek i kolegów zdołamy zamienić w siłę na rzecz współpracy, porozumienia i pojednania, czy też w jakąś formę sporu, gorszącej kłótni - mówi Komorowski. I dodaje: - Pewnie każdy robi swego rodzaju rachunek sumienia. Myśli o słowach niepotrzebnych, które padły nie raz, które dzisiaj bolą autorów. Myślę, że każdy z nas myśli o słowach, które niestety nie padły, które to słowa mogły budować jedność, mogły budować porozumienie - dodaje. Koniec posiedzenia, posłowie jadą na uroczystą mszę świętą, w małych grupkach wspominają jeszcze kolegów.

W całym Sejmie dojmujące poczucie smutku, które nie sposób ominąć. Wchodzisz od ul. Wiejskiej, trafiasz na rząd zniczy i zdjęcia ofiar tragedii w Smoleńsku.

Idziesz od ul. Górnośląskiej - trafiasz na znicze wystawione przed Senatem. Wchodzisz do budynku, też nie możesz zapomnieć. Bo jak? Idziesz korytarzem prosto, trafiasz na billboard PSL na którym są zdjęcia Edwarda Wojtasa, Wiesława Wody i Leszka Deptuły. A jak pójdziesz dalej, to trafisz na księgę kondolencyjną na stoliku ze zdjęciami parlamentarzystów PiS: Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natalii- Świat, Przemysław Gosiewski, para prezydencka: Maria i Lech Kaczyńscy, Krzysztof Putra, Janina Fetlińska, Zbigniew Wassermann, Stanisław Zając. Albo na zdjęcia wywieszone w klubie Platformy: Grzegorz Dolniak, wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek, Sebastian Karpiniuk, Arkadiusz Rybicki. A obok nich poseł ostatnio niezrzeszony, a wcześniej nawet w PiS - ale pamiętany jako współzałożyciel Platformy - Maciej Płażyński. Pójdziesz w prawo, też przykro - bo trafiasz na stolik nad którym wiszą przepasane kirem zdjęcia polityków lewicy - Jolanta Szymanek Deresz, Jerzy Szmajdziński, Izabela Jaruga- Nowacka. A później mosiężne tabliczki na drzwiach wicemarszałków Sejmu: Szmajdzińskiego i Putry. Też z czarnymi wstążeczkami.

Na korytarzu mijam kolejne znajome twarze: dziennikarze, politycy. Uścisk dłoni, krótkie "współczuję" i cisza. Bo co tu powiedzieć? Nikt nie ma ochoty już rozmawiać, analizować przyczyn wypadku, zastanawiać się, co dalej. - Marszałek już się odgrodził od dziennikarzy - zagaja z braku lepszych pomysłów jeden z posłów PiS, bo w korytarzu, na którym jest gabinet Bronisława Komorowskiego pojawiła się taśma odgradzająca wstęp dla dziennikarzy. - Jakie to ma znaczenie? - gasi go stojąca obok reporterka. - Nie ma - odpowiada zawstydzony poseł.

Sejmowe korytarze wywołują przygnębiające wrażenie. Biały marmur kontrastuje z czernią ludzi, których tak wielu dawno w Sejmie nie było. Na czarno ubrani są politycy, dziennikarki i dziennikarze, również ci, którzy w życiu nie przyszli do Sejmu w garniturze. - Dzień, w którym "Czarny" jest w krawacie będę pamiętał do końca życia - mówi jeden z sejmowych weteranów. Wiele osób ma łzy w oczach. Dziennikarka, która na co dzień pracuje w Sejmie wciąż nie może uwierzyć w to co się stało. Chyba codziennie wielu z nas budzi się z myślą: a może to był tylko sen? Na sejmowych korytarzach cisza, wydaje się, że będzie jeszcze trwała długo. Ale nic z tego, część dziennikarzy podrywa się do biegu, by zarejestrować emocje w twarzy Jarosława Kaczyńskiego, który w milczeniu idzie na posiedzenie swojego klubu. Gdy wchodzi do sali posłowie PiS odśpiewują hymn. Część dziennikarzy z dezaprobatą patrzą na swoich kolegów. nie teraz, nie w takiej chwili, po co biec za Kaczyńskim?

Po wystąpieniu marszałka odpuszczam sobie tłum kłębiący się w głównym holu Sejmu, idę w boczne korytarze. Przez uchylone drzwi klubu PiS widzę jedną z pracujących w klubie dziewczyn, stoi wpatrzona w ekran TVN24, która akurat pokazuje trumny z ciałami prezydenckiej pary. Krótka wymiana zdań z dziennikarką, która od trzech dni relacjonuje wszystkie uroczystości żałobne i już nie wie, co ze sobą zrobić. I uścisk bez słów z kolejną znajomą, współpracowniczką Przemysława Gosiewskiego, b. szefa klubu PiS, partii którą "opiekowałem się" opisując przez kilka lat.

To właśnie tam, w sejmowych korytarzach, a nie na sali sejmowej, na której odbywała się dzisiejsza uroczystość, dziennikarze najbardziej odczuwają brak posłów, którzy odeszli. Bo na sali byli aktorami, którzy odgrywali swoje role w politycznym spektaklu. Ludźmi byli w korytarzach i sejmowych gabinetach, gdzie nie sięgały kamery i mikrofony.

00:11, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 kwietnia 2010
Niech odpoczywają w pokoju.

Chwilę po dziewiątej zobaczyłem na gazeta.pl informację o awarii samolotu prezydenta. Szybko ”awaria” zmieniła się w ”katastrofa”.

Kiedy jechałem do redakcji (nie pytajcie jak szybko, przepraszam współużytkowników ulic) w radio słuchałem pierwszych nazwisk z listy pasażerów samolotu. Prezydent, premier, posłowie, senatorowie. Później - już w pracy - pierwsze listy ofiar, kolejne nazwiska znajomych z sejmowych korytarzy. Posłowie PiS, partii, o której pisałem przez kilka lat. Posłowie PO i SLD...

Z każdym z Nich wiąże się jakieś osobiste wspomnienie z Sejmu. Posłowie Przemysław Gosiewski i Grzegorz Dolniak, którzy mieli niezwykły dar mówienia tak, żeby nie powiedzieć nic, Seastian Karpiniuk, który potrafił skomentować wszystko i odpowiadał na prośby o kontakt nawet w chwilach, kiedy jego partyjni koledzy nabierali wody w usta, poseł Wiesław Woda, którego nieraz niepokoiłem w sprawach związanych z administracją. Grażyna Gęsicka, która na sejmowym korytarzu cierpliwie przekonywała mnie z długopisem w ręku, że to ona, a nie PO ma rację w którymś ze sporów o unijne fundusze, Maria Kaczyńska, z którą zrobiłem kiedyś wywiad o Dolinie Rospudy, Piotr Nurowski, który przed igrzyskami olimpijskimi w Chinach przekonywał mnie, że trzeba dać Chińczykom kredyt zaufania w sprawie praw człowieka...

I potem widok, który w tym dniu chyba najbardziej mną poruszył: biało- czerwone chorągiewki leżące na przygotowanych dla polskiej delegacji krzesełkach.

Wydawaliśmy dziś cały dzień „Gazetę Wyborczą” w internecie, i choć opiekowałem się tekstami, które wpadały na naszą stronę, kiedy na chwilę odchodziłem od komputera po powrocie patrzyłem na naszą stronę i... chwila zawieszenia: nie, przecież to niemożliwe, to się nie dzieje naprawdę.

Puenty tej notki nie ma. Po prostu brakuje słów...

23:20, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 stycznia 2010
Wielka ściema TVN24

Awaria prądu w centrum Warszawy - taką dramatyczną informację pokazał po 15 TVN24. Na ekranie: "Ciemność widzę, ciemność". I tylko światła aut sunących jedną z głównych ulic.

Redakcja "Gazety" (Mokotów) leży 5,6 km od Pałacu Kultury (Śródmieście). Ale jak wyjrzałem za okno, to poczułem się jakbym był w całkiem innym rejonie świata. Dlaczego? Ekran z dramatycznie zaciemioną Warszawą w TVN24 - na ekranie z prawej u góry. Szara warszawska rzeczywistość - po lewej.

Tagi: tvn24
16:04, dominik.uhlig
Link Komentarze (12) »
czwartek, 07 stycznia 2010
Waga podpisu Jarosława Kaczyńskiego

Zbieraliśmy przez ostatnie 2 tygodnie podpisy polityków na licytację WOŚP w Wodzisławiu Śląskim.

Podpisał Tusk, Komorowski i Schetyna.

Jarosław Kaczyński po długim namyśle odmówił, bo "nie lubi Owsiaka". Tak nam powiedziano.

On ma jednak w sobie jakiś gen samobójczy.”

To jeden z ostatnich wpisów Tomasza Machały z „Polsatu” na Facebooku. Zastanawiałem się jak długo operacja ocieplania wizerunku Jarosława Kaczyńskiego będzie szła PiS-owi zgodnie z planem i kiedy prezes albo jego ludzie zrobią pierwszy krok do zaprzepaszczenia "nowego otwarcia" (nominacji na szefową klubu dla Grażyny Gęsickiej).

Nie spodziewałem się, że pierwsze potknięcie nastąpi tak szybko. Można za Jerzym Owsiakiem nie przepadać. Ale szef PiS nie powinien lekceważyć faktów: w corocznej zbiórce WOŚP bierze udział kilka milionów Polaków, w zeszłym roku powierzyli dali ponad 40 mln zł na ratowanie dzieci. To właśnie oni są elektoratem centrowym, o który chcą zawalczyć politycy PiS.

Cokolwiek by Jarosław Kaczyński o Owsiaku nie myślał, szef WOŚP jest na czele listy osób, które Polacy uważają za autorytet. Lider PiS jest daleko w tyle, nawet jeśli do jego wyniku dodamy wynik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pokazując, że kogoś "nie lubi" może tylko tę różnicę powiększyć.

14:46, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 stycznia 2010
Zdjęcia roku

Nowy rok poznaje się po hucznym Sylwestrze. A jak ktoś nie miał go okazji dostrzec (jak na przykład ja), to po tym, że wszędzie mnóstwo podsumowań, w tym najlepsze zdjęcia mijającego roku. W tej kategorii wystąpiła m. in. nasza redakcyjna koleżanka Kinga Kenig. I prezydent Lech Kaczyński.

Obejrzałem i miałem z tymi zdjęciami problem. Bo niektóre nie powalają artyzmem i jakością. Kinga wybrała np. stopklatki z ujęć nakręconych kamerą. Czy to jest jeszcze fotografia? Ludzie prezydenta z kolei wrzucili do zdjęć roku m. in. ciemne foto, na którym spotkanie b. ministrów finansów z prezydentem wygląda jak kolacja u Ojca Chrzestnego.

Ale - jak wyjaśniła mi Kinga „często myli się pojęcia fotografii przez duże F ( tej bardzo ładnej) oraz fotografii prasowej, która musi nadążyć za rzeczywistością, która jest ważna przez to co pokazuje”.

Spojrzałem więc na zdjęcia prezydenta inaczej. I już wiem dlaczego te zdjęcia są najlepsze. Niektóre dlatego, że prezydent występuje w towarzystwie ważnych osób: Benedykta XVI czy Baracka Obamy. A niektóre uwieczniają momenty, które szybko się nie powtórzą. Np. prezydenta tuż obok Joanny Senyszyn. Swoją drogą  Lech Kaczyński nie wygląda na nim na szczęśliwego, w odróżnieniu od europosłanki SLD.

17:09, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 grudnia 2009
O dwóch takich co dali wywiad we Wprost

Pierwszy raz bracia Lech i Jarosław Kaczyński wystąpili razem publicznie jeszcze jako dzieci - w filmie „O dwóch takich co ukradli księżyc”. Później razem występowali m. in. jako założyciele PiS. Przed kilku laty, kiedy Lech został prezydentem a Jarosław – premierem, starali się publicznie nie pokazywać – uznali, że społeczność międzynarodowa może nie zrozumieć tej specyficznej dwuwładzy. Całkiem niedawno temu Jarosław Kaczyński nie chciał nawet wypowiadać się w tematach, które mogłyby postawić brata w niezręcznej sytuacji – nie podpisał się pod wnioskiem posłów PiS o zbadanie zgodności z konstytucją Traktatu Lizbońskiego, wynegocjowanego i podpisanego przez prezydenta Kaczyńskiego. Wywiad dla „Wprost” zamyka okres udawania, że PiS to nie prezydent a prezydent to nie PiS. Opublikowane na razie fragmenty dają nadzieję na pasjonującą lekturę. Czy „Wprost” będzie reklamował się hasłem „dwa razy więcej za tę samą cenę” – nie wiadomo. Nie wiadomo też, czy prezydentowi Kaczyńskiemu w kampanii uda się przekonać wyborców, że będzie prezydentem wszystkich Polaków a nie tylko PiS.

 

 

Tagi: PIS prezydent
16:49, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2009
Posadzić Wassermanna!

Posłowie PiS - Zbigniew Wassermann, Beata Kempa i Mariusz Błaszczak wystąpili dziś na tle tablicy z czerwonym napisem „Przesłuchajcie nas! PO blokuje prace komisji”. Do tej pory politycy wszystkich partii występują najczęściej na tle tablic z logo własnego ugrupowania, należy więc docenić inwencję PiS i zamiar dotarcia do wyborców z własnym przekazem.

Ale - jak to często bywa w PiS - pomysł dobry, do wykonania można się przyczepić.

Tablica poglądowa 1. Wszystko jest prawie w porządku. Napis widoczny w telewizji, może przeczytać go każdy, a jak nie widzi to przeczyta na pasku TVN.

Tablica poglądowa 2. Poseł Wassermann się odchyla - nie wiemy teraz, czy to on blokuje prace komisji, czy może to cały PiS blokuje prace komisji.

Stąd mój apel. Trzeba posadzić Posła Wassermanna - tak, żeby nie zasłaniał napisu.

Jest jeszcze inne wyjście. Można nie odbierać posłom PiS swobody - mogliby wystąpić w T-shirtach z napisami. Pan Poseł Wassermann mógłby mieć na swojej napis „PO blokuje”. Pani Poseł Kempa - napis „prace”, a Pan Poseł Błaszczak - napis „komisji”.

I wszystko byłoby jasne, a złośliwy dziennikarz "Gazety" nie miałby się do czego przyczepić.

Tagi: PIS polityka
14:59, dominik.uhlig
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17