zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


Blog > Komentarze do wpisu
Ku przestrodze. Tak pracują oszuści

Kilka dni temu byłem w Kijowie, na konferencji o nowych mediach. Na przykładach z wyborcza.pl opowiadałem o internetowym życiu papierowych publikacji.

Ostatniego dnia, przed odlotem wybrałem się na spacer po Kijowie. Chodziłem tu i tam, pstrykałem zdjęcia, m. in. pod pomnikiem Przyjaźni Narodów, z punktem widokowym na Dniepr.

Kiedy szedłem stamtąd w stronę miasta, minął mnie jakiś facet, koło czterdziestki, w czarnej kurtce. Szliśmy prawie równolegle, nagle on się schylił i coś podniósł. Odwraca się do mnie i pyta, czy tego nie zgubiłem. Mówię, że nie, a on zaczyna rozwijać zawiniątko - foliowa koszulka, a w niej odbita na ksero oferta salonu samochodowego i plik pieniędzy - hrywny i dolary (ułożone setkami). Naprawdę dużo.

- Ile pieniędzy, ile pieniędzy! Nie widziałeś kto to zgubił? - pyta.

- Nie - mówię.

- Wiesz, to ja wezmę, ale tobie też coś dam - mówi.

Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, a nagle przy nas pojawia się drugi facet - też koło 40-50, dla odmiany w okularach. Zdenerwowany rozgląda się i woła. - Moje pieniądze. Nie widzieliście moich pieniędzy?

Zastanawiam się, czy jak powiem, że je widziałem i że ma je ten drugi, to mi ten drugi przypieprzy, więc tymczasem pytam czy rozumie po angielsku, sam mówiąc, że ja nie bardzo znam ukraiński.

Ale, że ten mówi, że potrafi niewiele, postanawiam ujawnić swoją wiedzę i talent językowy:

- Twoje diengi u niewo - pokazuję na niedoszłego wspólnika w łupie, ten tylko przykłada palec do ust, żebym milczał.

Ale ‘’załamany’’ jakby nie rozumiał. - Moje diengi, moje diengi - woła. I nagle mówi. - Ja dumaju szto u was moje diengi. Pakażytie swoji diengi. Ja paznam maje - woła do nas. ”Znalazca” wyciąga swój portfel i pokazuje. Ja któryś raz powtarzam: - Twoje diengi u niewo! Ale ten co, ''zgubił'' jakby nie wierzył. Pokazuje na mnie i mówi: - Ja dumaju oni u tiebia. Pakaży mienia swoji diengi.

Dużo ich nie miałem i odruchowo chciałem sięgnąć po portfel, ale się zreflektowałem i mówię: - Ja tiebia nie dam swoich dienieg. Ty choczesz posmatrit, my najdiom milicju.

I zacząłem iść w stronę miasta gdzie milicji mnóstwo. Przeszliśmy paręnaście metrów, on powtarza swoje, ja powtarzam swoje, ale nie odpuszczam. Zastanawiam się tylko, czy chłopaki zechcą mnie pozbawić kasy i aparatu siłą.

Na szczęście nagle ‘’znalazca’’ stanął, wyciągnął folię z pieniędzmi, dał temu co niby zgubił i mówi mu: - Masz swoje pieniądze. Daj mu znaleźne - i pokazuje na mnie.

No i poszedł.

A ten co ‘’zgubił’’ wziął pieniądze, zaczyna je oglądać i mówi. - A czy on sobie czegoś nie wziął?

Ja na to mówię, że nie wiem, więc ten zaczyna ''gonić'' tego co ‘’znalazł’’. I tak mi obaj panowie zniknęli.

Trzeba przyznać, że panowie bardzo wiarygodnie zagrali. Ich scenariusz miał parę momentów, w których trzeba szybko podejmować konkretne decyzje: co zrobi ''znalazca'' kiedy powiesz, że ma kasę? Czy pokazać portfel, żeby udowodnić, że się nie wzięło pieniędzy? Jak później powiedzieli mi znajomi, oszuści nie używają siły. Próbują doprowadzić do tego, żeby samemu oddać im pieniądze. A wtedy okazuje się, że pieniądze są ich. No bo przecież oddałeś z własnej woli.

A na deser pomnik Bohdana Chmielnickiego i monastyr św Michała Archanioła:

PS. Konferencja się udała, Ukraina piękna, ludzie mili, jedzenie świetne - kto może odwiedzić - polecam.



poniedziałek, 26 marca 2012, dominik.uhlig

Polecane wpisy

  • Podpisujmy różne listy wyborcze

    Nie wiem czy gdzieś w najbliższych dniach natknę się na osoby zbierające podpisy pod kandydaturami na prezydenta Polski. Ale jak spotkam - nie odmówię podpisu,

  • Czarny Sejm, moje pożegnanie ze zmarłymi parlamentarzystami

    Uroczyste wtorkowe, żałobne posiedzenie Sejmu i Senatu marszałek Bronisław Komorowski zaczyna w absolutnej ciszy, słychać tylko pstrykanie aparatów fotografic

  • Niech odpoczywają w pokoju.

    Chwilę po dziewiątej zobaczyłem na gazeta.pl informację o awarii samolotu prezydenta. Szybko ”awaria” zmieniła się w ”katastrofa”. Kiedy