zaprasza Dominik Uhlig


Fair play. Free Tibet.

Mail



Wszystko jest tematem
i dlatego
wszystko jest tekstem
- Ryszard Kapuściński.


Blog > Komentarze do wpisu
Czarny Sejm, moje pożegnanie ze zmarłymi parlamentarzystami

Uroczyste wtorkowe, żałobne posiedzenie Sejmu i Senatu marszałek Bronisław Komorowski zaczyna w absolutnej ciszy, słychać tylko pstrykanie aparatów fotograficznych. Na Boga, po co komu dźwięk naciskanej migawki w cyfrowym aparacie? Przecież to przeszkadza!

Na sali udekorowanej kwiatami, które upamiętniają tych, którzy zginęli w katastrofie, pełna obsada. Taka frekwencja nie zdarza się nawet na najważniejszych głosowaniach. Ale mocy w politykach mało. Hymn Polski posłowie śpiewają bardzo słabymi, łamiącymi się głosami. Przedstawicielki klubów odczytują listę ofiar: PO, PiS i Lewica krótko, tylko nazwisko i pełnioną funkcję. W imieniu PSL mężczyzna, Waldemar Pawlak, w sejmowych korytarzach widać było, że wicemarszałek Sejmu Ewa Kierzkowska, jedyna kobieta wśród ludowców nie jest dziś w najlepszej formie. Pawlak zwraca się po imieniu do tych, którzy odeszli, wspomina prezydenta. - Dziękujemy, myślę, że oni by podziękowali za wszelkie dobro, które od was uzyskali, a szczególnie od rodzin, za miłość, życzliwość. To dzień, w którym zachowujemy ich nie tylko w pamięci, w sercu, ale także powinniśmy ich zachować w naszych działaniach, aby z tego, co zrobimy był dumny pan prezydent i nasi koledzy, którzy odeszli tak tragicznie - mówi szef PSL.

Na sejmowej galerii, z której dziennikarze obserwują przebieg posiedzenia ścisk. Obok nas stoją byli posłowie, którzy nie mają już swoich miejsc na sali posiedzeń, przedstawiciele urzędów i instytucji, kościołów. Sala wypełniona do ostatniego miejsca. Tyle, że w 15 poselskich fotelach nikt nie siedzi, leżą w nich tylko kwiaty. I jedno puste miejsce na galerii, to najważniejsze - fotel Prezydenta RP.Najbardziej widać pustkę w ławach PiS. W pierwszym rzędzie osamotniony Jarosław Kaczyński, na fotelach obok kwiaty. To on stracił w tej katastrofie najwięcej: brata, szwagierkę, najbliższych współpracowników, przyjaciół. Ale płaczą wszyscy, gdy słuchając kwartetu smyczkowego widzą na sejmowym telebimie zdjęcia koleżanek i kolegów, których już nigdy nie spotkają.


Komorowski, który pełni teraz obowiązki prezydenta apeluje do wszystkich o zgodę, prosi o pomoc w poprowadzeniu kraju przez trudny czas. - Od nas wszystkich zależy, czy ten ból po stracie naszych koleżanek i kolegów zdołamy zamienić w siłę na rzecz współpracy, porozumienia i pojednania, czy też w jakąś formę sporu, gorszącej kłótni - mówi Komorowski. I dodaje: - Pewnie każdy robi swego rodzaju rachunek sumienia. Myśli o słowach niepotrzebnych, które padły nie raz, które dzisiaj bolą autorów. Myślę, że każdy z nas myśli o słowach, które niestety nie padły, które to słowa mogły budować jedność, mogły budować porozumienie - dodaje. Koniec posiedzenia, posłowie jadą na uroczystą mszę świętą, w małych grupkach wspominają jeszcze kolegów.

W całym Sejmie dojmujące poczucie smutku, które nie sposób ominąć. Wchodzisz od ul. Wiejskiej, trafiasz na rząd zniczy i zdjęcia ofiar tragedii w Smoleńsku.

Idziesz od ul. Górnośląskiej - trafiasz na znicze wystawione przed Senatem. Wchodzisz do budynku, też nie możesz zapomnieć. Bo jak? Idziesz korytarzem prosto, trafiasz na billboard PSL na którym są zdjęcia Edwarda Wojtasa, Wiesława Wody i Leszka Deptuły. A jak pójdziesz dalej, to trafisz na księgę kondolencyjną na stoliku ze zdjęciami parlamentarzystów PiS: Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natalii- Świat, Przemysław Gosiewski, para prezydencka: Maria i Lech Kaczyńscy, Krzysztof Putra, Janina Fetlińska, Zbigniew Wassermann, Stanisław Zając. Albo na zdjęcia wywieszone w klubie Platformy: Grzegorz Dolniak, wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek, Sebastian Karpiniuk, Arkadiusz Rybicki. A obok nich poseł ostatnio niezrzeszony, a wcześniej nawet w PiS - ale pamiętany jako współzałożyciel Platformy - Maciej Płażyński. Pójdziesz w prawo, też przykro - bo trafiasz na stolik nad którym wiszą przepasane kirem zdjęcia polityków lewicy - Jolanta Szymanek Deresz, Jerzy Szmajdziński, Izabela Jaruga- Nowacka. A później mosiężne tabliczki na drzwiach wicemarszałków Sejmu: Szmajdzińskiego i Putry. Też z czarnymi wstążeczkami.

Na korytarzu mijam kolejne znajome twarze: dziennikarze, politycy. Uścisk dłoni, krótkie "współczuję" i cisza. Bo co tu powiedzieć? Nikt nie ma ochoty już rozmawiać, analizować przyczyn wypadku, zastanawiać się, co dalej. - Marszałek już się odgrodził od dziennikarzy - zagaja z braku lepszych pomysłów jeden z posłów PiS, bo w korytarzu, na którym jest gabinet Bronisława Komorowskiego pojawiła się taśma odgradzająca wstęp dla dziennikarzy. - Jakie to ma znaczenie? - gasi go stojąca obok reporterka. - Nie ma - odpowiada zawstydzony poseł.

Sejmowe korytarze wywołują przygnębiające wrażenie. Biały marmur kontrastuje z czernią ludzi, których tak wielu dawno w Sejmie nie było. Na czarno ubrani są politycy, dziennikarki i dziennikarze, również ci, którzy w życiu nie przyszli do Sejmu w garniturze. - Dzień, w którym "Czarny" jest w krawacie będę pamiętał do końca życia - mówi jeden z sejmowych weteranów. Wiele osób ma łzy w oczach. Dziennikarka, która na co dzień pracuje w Sejmie wciąż nie może uwierzyć w to co się stało. Chyba codziennie wielu z nas budzi się z myślą: a może to był tylko sen? Na sejmowych korytarzach cisza, wydaje się, że będzie jeszcze trwała długo. Ale nic z tego, część dziennikarzy podrywa się do biegu, by zarejestrować emocje w twarzy Jarosława Kaczyńskiego, który w milczeniu idzie na posiedzenie swojego klubu. Gdy wchodzi do sali posłowie PiS odśpiewują hymn. Część dziennikarzy z dezaprobatą patrzą na swoich kolegów. nie teraz, nie w takiej chwili, po co biec za Kaczyńskim?

Po wystąpieniu marszałka odpuszczam sobie tłum kłębiący się w głównym holu Sejmu, idę w boczne korytarze. Przez uchylone drzwi klubu PiS widzę jedną z pracujących w klubie dziewczyn, stoi wpatrzona w ekran TVN24, która akurat pokazuje trumny z ciałami prezydenckiej pary. Krótka wymiana zdań z dziennikarką, która od trzech dni relacjonuje wszystkie uroczystości żałobne i już nie wie, co ze sobą zrobić. I uścisk bez słów z kolejną znajomą, współpracowniczką Przemysława Gosiewskiego, b. szefa klubu PiS, partii którą "opiekowałem się" opisując przez kilka lat.

To właśnie tam, w sejmowych korytarzach, a nie na sali sejmowej, na której odbywała się dzisiejsza uroczystość, dziennikarze najbardziej odczuwają brak posłów, którzy odeszli. Bo na sali byli aktorami, którzy odgrywali swoje role w politycznym spektaklu. Ludźmi byli w korytarzach i sejmowych gabinetach, gdzie nie sięgały kamery i mikrofony.

środa, 14 kwietnia 2010, dominik.uhlig

Polecane wpisy

  • Ku przestrodze. Tak pracują oszuści

    Kilka dni temu byłem w Kijowie, na konferencji o nowych mediach. Na przykładach z wyborcza.pl opowiadałem o internetowym życiu papierowych publikacji . Ostatni

  • Każdy widział, że debatę wygrał...

    Komu potrzebna była debata w sprawie katastrofy smoleńskiej i kto ją wygrał? Opinii na blogach mnóstwo, każdy ciągnie w swoją stronę, ale czy z tego tak naprawd

  • Wielka ściema TVN24

    Awaria prądu w centrum Warszawy - taką dramatyczną informację pokazał po 15 TVN24. Na ekranie: "Ciemność widzę, ciemność". I tylko światła aut sunących jedną z